Announcing: BahaiPrayers.net


More Books by Powszechny Dom Sprawiedliwości

2014.07.10 Kalendarz Badi
Jedna wspólna wiara
Obietnica światowego pokoju
Przesłanie do przywódców religijnych świata 04.2002
Free Interfaith Software

Web - Windows - iPhone








Powszechny Dom Sprawiedliwości : Jedna wspólna wiara

Należy tu na początku wyjaśnić, że standard dla pracy tłumaczeniowej na język angielski ustanowił Shoghi Effendi. Szeroko stosował On znaki diaktryczne jako przewodnika po wymowie nazw perskich i arabskich, co praktykowane jest to dzisiaj przez całą wspólnotę bahaicką. Powszechny Dom Sprawiedliwości przeniósł ten standard na tłumaczenia na inne języki; zaleca On stosować pisownię nazwisk i nazw w ich oryginalnym brzmieniu używając znaków diaktrycznych, aby w tekstach zachować ich jednolitość w całym świecie bahaickim. Niniejsze tłumaczenie stosuje się do tego zalecenia.

JEDNA WSPÓLNA WIARA
ŚWIATOWE CENTRUM BAHAICKIE
2005-04-19
Baha’i World Centre
Copyright © 2005-04-19
Wszystkie prawa zastrzeżone
ISBN: 0-85398-971-0
PRZEDMOWA

Z okazji Święta Ridvanu w 2002 wystosowaliśmy otwarty list do przywódców religijnych na świecie. Nasze działanie powstało ze świadomości, że jeśli choroba nienawiści o podłożu religijnym nie zostanie stanowczo powstrzymana, zagrozi ona spustoszeniem, które ogarnie wiele obszarów świata. W naszym liście wyraziliśmy uznanie dla osiągnięć ruchu międzyreligijnego, do którego bahaici starają się przyczyniać od wczesnego okresu jego istnienia. Czujemy jednak, że należy z całą stanowczością stwierdzić: aby odnieść się do kryzysu religijnego równie poważnie, jak do innych przesądów boleśnie doświadczających ludzkość, zorganizowana religia musi znaleźć w sobie, podobnie jak w tamtych przypadkach, odwagę na wzniesienie się ponad skostniałe pojęcia odziedziczone z odległej przeszłości.

Przede wszystkim wyraziliśmy nasze przekonanie, że nadszedł czas, aby przywódcy religijni uczciwie i bez dalszych uników zmierzyli się z implikacjami prawdy, że Bóg jest jeden i religia również jest jedna i wykracza poza wszelkie różnice kulturowej ekspresji i ludzkiej interpretacji. To znaki tej prawdy zapoczątkowały ruch międzyreligijny i one podtrzymywały go wśród przeciwności minionego stulecia. Nie mając zamiaru w najmniejszym stopniu kwestionować słuszności którejkolwiek z wielkich objawionych religii, zasada ta jest zdolna zapewnić ich nieustające znaczenie. Aby jednak wywarła swój wpływ, uznanie jej za rzeczywistość musi obowiązywać w samym sercu dyskusji na temat religii, co mając na względzie uznaliśmy za stosowne jasno wyrazić w naszym liście.

Reakcja na ten list była zachęcająca. Instytucje bahaickie na całym świecie postarały się, aby tysiące egzemplarzy dokumentu dotarły do wpływowych postaci w większych wspólnotach wyznaniowych. Może nie był zaskoczeniem fakt, że przesłanie, które zawierał, w niektórych kręgach zostało od razu odrzucone, ogólnie jednak, według informacji bahaitów, spotkało się ono z ciepłym przyjęciem. Szczególnie wzruszająca była oczywista szczerość rozterki niektórych jego odbiorców z powodu niepowodzeń instytucji religijnych w dziele wspieraniu ludzkości borykającej się z wyzwaniami o naturze zasadniczo duchowej i moralnej. Dyskusje w oczywisty sposób skierowały się ku potrzebie fundamentalnej zmiany w sposobie wzajemnego odnoszenia się do siebie wierzących mas ludzkości; w licznych przypadkach ci, którzy otrzymali list, powielili go i rozprowadzili wśród innych duchownych w swoich odpowiednich grupach wyznaniowych. Żywimy nadzieję, że nasza inicjatywa posłuży jako katalizator otwierający drogę do nowego rozumienia celu religii.

Bez względu na to, jak szybko czy wolno taka zmiana nastąpi, troską bahaitów jest ich własna odpowiedzialność w tej sprawie. Zadanie polegające na zapewnieniu, aby przesłanie Bahá'u'lláha zostało wszędzie przez ludzi przyjęte, jest tym, które złożył On przede wszystkim na barkach tych, którzy Go rozpoznali. Jest to, oczywiście, praca, którą wspólnota bahaicka wykonuje od początku istnienia Wiary, lecz przyspieszający przełom w porządku społecznym rozpaczliwie woła o wyzwolenie ducha religijnego z okowów, które do tej pory nie pozwalały mu wywierać uzdrawiającego wpływu, do jakiego jest zdolny.

Jeśli bahaici mają odpowiedzieć na te potrzeby, muszą czerpać z głębokiego rozumienia procesu ewolucji duchowego życia ludzkości. Pisma Bahá'u'lláha rzucają światło umożliwiające takie zrozumienie tych spraw, które może pomóc wynieść dyskusję w sprawach religijnych ponad wszystko, co prowadzi do rozłamu i przemija. Odpowiedzialność wynikająca z korzystania z tego źródła duchowego jest nieodłączna od daru samej wiary. Bahá'u'lláh przestrzega: „Fanatyzm religijny i nienawiść są ogniem pochłaniającym świat, którego gwałtowności nic nie może ukoić. Jedynie Ręka Boskiej potęgi może zbawić ludzkość od tej wyniszczającej choroby...” Nie czując bynajmniej osamotnienia w swoich staraniach o usłyszenie odpowiedzi, Bahaici coraz głębiej doceniają, że Sprawa, której służą, jest ostrzem strzały przebudzenia, które dokonuje się wśród ludzi na całym świecie, bez względu na ich wyznanie religijne, a, co więcej, dotyczy także wielu, którzy nie mają skłonności religijnych.

Refleksja nad tak pojętym wyzwaniem sprawiła, że zleciliśmy sporządzenie niniejszego komentarza zatytułowanego „Jedna wspólna wiara”, który został przygotowany pod naszym nadzorem. Dokonuje on przeglądu odpowiednich fragmentów zarówno z pism Bahá'u'lláha jak i świętych ksiąg innych wyznań na tle współczesnego kryzysu. Polecamy go przyjaciołom do pełnego namysłu studiowania.

POWSZECHNY DOM SPRAWIEDLIWOŚCI
Naw-Ruz 2005
JEDNA WSPÓLNA WIARA

Istnieją wszelkie powody, aby ufać, że otwierający się okres historii będzie o wiele bardziej podatny na wysiłki zmierzające do rozpowszechnienia przesłania Bahá'u'lláha niż to miało miejsce w stuleciu, które się niedawno skończyło. Wszelkie znaki wskazują, że nadchodzi fala zmian w ludzkiej świadomości.

Na początku dwudziestego wieku materialistyczna interpretacja rzeczywistości utrwaliła się tak całkowicie, że stała się dominującym wierzeniem, kierującym społeczeństwami świata. W trakcie procesu wprowadzania tej interpretacji cywilizowanie natury ludzkiej zostało gwałtownie wyrwane z orbity, po której się poruszało przez tysiące lat. Wielu ludziom na Zachodzie wydało się, że Boski autorytet, który funkcjonował jako centralny punkt przewodnictwa - bez względu na to, jak zróżnicowane są interpretacje jego natury – po prostu rozpuścił się i zniknął. Pojedynczemu człowiekowi w znacznej mierze pozostawiono swobodę utrzymania dowolnego związku, który, zgodnie z jego wierzeniami, łączy jego życie ze światem wykraczającym poza istnienie materialne, ale społeczeństwo jako całość coraz śmielej zrywało zależność od pojęcia wszechświata, które w najlepszym razie oceniano jako fikcję, a w najgorszym razie jako opium dla ludu, w obu przypadkach ograniczające postęp. Ludzkość przejęła swoje przeznaczenie we własne ręce. Dano jej do zrozumienia, że drogą racjonalnego eksperymentowania i dyskusji rozwiązano wszystkie podstawowe sprawy związane z organizacją życia społecznego i z rozwojem.

Tę postawę umocniło założenie, że wartości, ideały i wszelkiego rodzaju działalność, które kultywowano przez wieki, ukształtowały już niezawodnie i na trwałe naturę ludzką. Należało je jedynie uszlachetnić przez wykształcenie i wzmocnić działaniem prawodawczym. Moralna spuścizna przeszłości była właśnie tym: nienaruszalnym dziedzictwem, nie wymagającym dalszych interwencji religijnych. Oczywiście, wiadomo było, że niezdyscyplinowane jednostki, grupy czy nawet narody będą w dalszym ciągu zagrażać stabilności porządku społecznego i wymagać korekty. Tym niemniej nieodparcie kształtowała się uniwersalna cywilizacja inspirowana świeckim pojęciem rzeczywistości, ku której urzeczywistnieniu prowadziły ludzkość wszystkie moce historii. Szczęście ludzkości miało być naturalnym skutkiem lepszego zdrowia, lepszego jedzenia, lepszego wykształcenia, lepszych warunków życia i osiągnięcie tych niewątpliwie pożądanych celów wydawało się być teraz w zasięgu społeczeństwa skoncentrowanego na dążeniu do nich.

W krajach Zachodu tanie twierdzenia, że „Bóg jest martwy” przeszły na ogół niezauważone. Narody Afryki, Azji, Ameryki Łacińskiej i rejonu Pacyfiku od dawna żyły w głęboko potwierdzonym doświadczeniem przekonaniu, że natura ludzka nie tylko jest pod głębokim wpływem sił duchowych, ale sama jej istota jest natury duchowej. Zatem jak zawsze religia nadal funkcjonowała tam jako ostateczny autorytet w życiu. Chociaż rewolucja ideologiczna dokonująca się na Zachodzie nie konfrontowała tych przekonań w sposób bezpośredni, tס jednak skutecznie je marginalizowała w stosunkach między ludźmi i narodami. Przeniknąwszy i opanowawszy wszystkie znaczące ośrodki władzy i informacji na poziomie globalnym dogmatyczny materializm zapewnił, aby konkurencyjne wobec niego głosy nie zachowały zdolności sprzeciwienia się projektom ogólnoświatowego wyzysku gospodarczego. Do szkód kulturalnych wyrządzonych już przez wiele stuleci rządów kolonialnych, dołączyło bolesne rozdarcie między wewnętrznym i zewnętrznym doświadczeniem dotkniętych mas, która to kondycja ogarnia faktycznie wszystkie aspekty życia. Nie mając możliwości wywierania jakiegokolwiek wpływu na swą przyszłość czy nawet na zachowanie dobrobytu moralnego dla swoich dzieci, populacje te zostały pogrążone w kryzysie innym, lecz pod wieloma względami nawet bardziej niszczącym niż ten, który przybiera na sile w Europie i Ameryce Północnej. Wprawdzie wiara zachowała tam swoją centralną rolę w ludzkiej świadomości, wydawała się jednak nie być zdolną wpłynąć na bieg wydarzeń.

Gdy więc dwudziesty wiek dobiegał końca, nic nie wydawało się mniej prawdopodobne niż odrodzenie religii jako przedmiotu o wszechogarniającym znaczeniu dla globalnej integracji. A jednak właśnie to się teraz wydarzyło przybierając formę fali lęku i niezadowolenia, których przyczyną jest wciąż jeszcze niewyraźnie uświadomione poczucie wewnętrznej pustki. Stare konflikty na tle religijnym, najwyraźniej niewrażliwe na cierpliwą sztukę dyplomacji, ujawniły się ponownie z dotąd niespotykaną złośliwością. Tematy wynikające ze Świętych Pism, cudowne zjawiska i dogmaty teologiczne, które do niedawna były odrzucane jako relikty wieku ignorancji, na nowo pojawiają się w poważnych, choć prowadzonych na oślep, analizach wpływowych mediów. W wielu krajach referencje religijne nabierają nowego i nieodpartego znaczenia dla osób kandydujących na urzędy polityczne. Świat, który założył, że wraz z upadkiem muru berlińskiego zaświtała era pokoju międzynarodowego, napotyka ostrzeżenie, że znajduje się w matni wojny cywilizacji, których najważniejszą charakterystyczną cechą są nieprzejednane antypatie religijne. Księgarnie, punkty sprzedaży czasopism, strony internetowe i biblioteki robią wszystko, aby zadowolić najwidoczniej niewyczerpany apetyt społeczeństwa na informacje dotyczące tematów religijnych i duchowych. Wśród wielu przyczyn tych zmian być może najbardziej zwraca uwagę niechętna zgoda, że nie ma siły, która w sposób bardziej wiarygodny niż wierzenie religijne była zdolna budować samodyscyplinę i przywrócić zobowiązanie dla moralnego zachowania.

Powszechne odrodzenie poszukiwania duchowego sprawiło, że religia, w jej pojmowaniu formalnym, zaczęła przyciągać uwagę. Wyrażone najogólniej jako pragnienie odkrywania tożsamości osoby ludzkiej, wykraczające poza to, co jedynie fizyczne, odrodzenie to zachęca do różnorodnych poszukiwań, o charakterze zarówno pozytywnym, jak i negatywnym. Z jednej strony, dążenie do sprawiedliwości i działania na rzecz pokoju między narodami mogą również wzbudzić nowe pojmowanie roli pojedynczego człowieka w społeczeństwie. Podobnie ruchy, jak ochrona środowiska i feminizm, skupione wprawdzie na mobilizacji poparcia dla zmian w społecznym podejmowaniu decyzji, sprawiają, że ludzie na nowo zastanawiają się nad sobą i swoim celem w życiu. Zmianą dokonującą się we wszystkich głównych wspólnotach religijnych jest nabierające tempa przechodzenie wyznawców z tradycyjnych, rodzimych wyznań do ruchów religijnych przykładających główne znaczenie do poszukiwania duchowego i osobistych doświadczeń swoich członków. Na przeciwnym biegunie pozaziemskie postrzegania, nakazy „samopoznania”, wycofanie się na odludzie, charyzmatyczna egzaltacja, różne formy entuzjazmu związane z Nowym Wiekiem (New Age) i zdolność do podnoszenia świadomości przypisywana narkotykom i halucynogenom przyciągają o wiele liczniejszych i bardziej zróżnicowanych zwolenników niż cokolwiek, czym cieszyły się spirytualizm i teozofia w podobnym historycznym punkcie zwrotnym sto lat temu. Dla bahaity mnożenie się kultów i praktyk, które w wielu umysłach mogą nawet wzbudzać awersję, służy głównie jako przypomnienie intuicyjnego przeczucia uosobionego w starej opowieści o Majnun, który przesiewał pył w poszukiwaniu ukochanej Laylí, chociaż miał świadomość, że była czystym duchem: „Szukam jej wszędzie; może i gdzieś ją odnajdę.”1

*

Nie ulega wątpliwości, że odrodzone zainteresowanie religią dalekie jest jeszcze od osiągnięcia apogeum – i to zarówno w swych wyraźnie religijnych, jak i w innych, trudniejszych do zdefiniowania przejawach. Przeciwnie, zjawisko to jest wytworem sił historycznych, które dopiero nabierają przyspieszenia. Ich wspólnym skutkiem jest erozja przekazanego przez dwudziesty wiek przekonania, że egzystencja materialna stanowi ostateczną rzeczywistość.

Najbardziej oczywistą przyczyną takiego przewartościowania światopoglądu było bankructwo materialistycznego przedsięwzięcia jako takiego. Przez ponad sto lat ideę postępu utożsamiano z rozwojem gospodarczym i jego zdolnością motywowania i kształtowania postępu społecznego. Jeśli istniały jakieś różnice opinii w tej dziedzinie, to nie stanowiły one wyzwania dla światowego materializmu, lecz jedynie dla koncepcji, jak najlepiej można osiągnąć jego cele. Jego najbardziej skrajna forma, żelazny dogmat „materializmu naukowego” starał się w swoich własnych wąskich kategoriach od nowa interpretować każdy aspekt historii i ludzkiego zachowania. Bez względu na to, jakie ideały humanitarne mogły inspirować niektórych spośród jego wczesnych rzeczników, jego główną konsekwencją było stworzenie reżimów totalitarnej kontroli, które były gotowe użyć wszelkich środków przymusu, aby regulować życie poddanych im nieszczęsnych narodów. Jako uzasadnienie takich nadużyć przedstawiano cel stworzenia nowego rodzaju społeczeństwa, które zapewniłoby nie tylko wyzwolenie od niedostatku, lecz i spełnienie dla ludzkiego ducha. W końcu, po osiemdziesięciu latach coraz większego szaleństwa ruch ten upadł jako wiarygodny przewodnik wiodący świat w przyszłość.

Inne systemy eksperymentów społecznych odrzucały wprawdzie stosowanie niehumanitarnych metod, czerpały jednak swoje moralne i intelektualne bodźce z tej samej ograniczonej koncepcji rzeczywistości. Utrwalił się pogląd, że skoro w sprawach dotyczących ich ekonomicznego dobrobytu ludzie zasadniczo kierują się własnym interesem, to budowę sprawiedliwych i zamożnych społeczeństw można zapewnić przez taki czy inny schemat tego, co opisywano jako modernizacja. Końcowe dekady dwudziestego wieku uginały się jednak pod coraz większym ciężarem dowodów na coś przeciwnego: rozpadu życia rodzinnego, wzrastającej przestępczości, dysfunkcyjnych systemów edukacyjnych i całej listy innych patologii społecznych, które przywodzą na myśl smutne słowa Bahá'u'lláha przestrzegającego przed zagrożeniem dla kondycji społeczeństwa ludzkiego: „Jego położenie będzie tak ciężkie, że nie przystoi tego teraz wyjawiać.”2

Los tego, co świat nauczył się nazywać rozwojem społecznym i ekonomicznym, nie pozostawia wątpliwości, że nawet najbardziej idealistyczne pobudki nie mogą skorygować podstawowych wad materializmu. Wyrosły z chaosu drugiej wojny światowej „rozwój” ten stał się bez porównania największym i najbardziej ambitnym zbiorowym przedsięwzięciem, jakiego kiedykolwiek podjęła się ludzka rasa. Jego humanitarnym motywom odpowiadała ogromna inwestycja materialna i technologiczna. Przy całym uznaniu dla imponujących korzyści, które te działania przyniosły, obecnie, pięćdziesiąt lat później, przedsięwzięcie to, według jego własnych miar, należy uznać za przygnębiające niepowodzenie. Tak potężny, wspólny wysiłek, zaczęty z tak wielkimi nadziejami, nie tylko nie zmniejszył przepaści między dobrobytem małej części ludzkiej rodziny, korzystającej z dobrodziejstw nowoczesności, a kondycją olbrzymich populacji grzęznących w beznadziejnym niedostatku, lecz jego uczestnicy są świadkami, jak przepaść poszerza się w otchłań.

Kultura konsumpcyjna, która obecnie jest spadkobiercą braku materialistycznej ewangelii poprawy dla ludzkości, nie czuje się zakłopotana efemeryczną naturą celów, które ją inspirują. Dla małej mniejszości ludzi, którzy mogą sobie na nie pozwolić, dobrodziejstwa, które oferuje, są bezpośrednie i nie potrzeba ich uzasadniać. Ośmielony załamaniem się tradycyjnej moralności postęp nowej wiary zasadniczo nie jest niczym więcej, niż triumfem zwierzęcego impulsu, instynktownego i ślepego jak apetyt, wyzwolonego wreszcie z ograniczeń nadnaturalnych sankcji. Jego najbardziej oczywistą ofiarą jest mowa. Tendencje, które kiedyś powszechnie karano jako moralne słabości, mutują w konieczność społecznego postępu. Samolubstwo staje się cennym zasobem komercyjnym; kłamstwo wymyśla się na nowo jako informację publiczną; różnego rodzaju perwersje bezwstydnie domagają się statusu praw obywatelskich. Pod osłoną stosownych eufemizmów zachłanność, żądza, lenistwo, pycha, nawet przemoc, zdobywają nie tylko szeroką akceptację, ale także wartość społeczną i ekonomiczną. Jak na ironię, tak, jak słowa zostały pozbawione znaczenia, podobnie pozbawione go zostały same materialne wygody i osiągnięcia, dla których obojętnie poświęcono prawdę.

Oczywiście, błąd materializmu polegał nie na podjęciu, chwalebnego skądinąd, wysiłku mającego poprawić warunki życia, lecz na ciasnych poglądach i nieuzasadnionej pewności siebie, które zdefiniowały jego misję. Zarówno dobrobyt materialny jak i postęp naukowy i techniczny konieczne dla jego osiągnięcia, to tematy przewijające się przez pisma wiary bahá'i. Stało się jednak to, co od początku było nieuniknione: arbitralne wysiłki odłączenia dobrobytu fizycznego i materialnego od duchowego i moralnego rozwoju ludzkości skończyły się jednak utratą posłuszeństwa właśnie tych populacji, których interesom kultura materialistyczna według własnego twierdzenia służy. „Bądź świadkiem, jak każdego dnia nowe nieszczęście dotyka świat”, ostrzega Bahá'u'lláh. „Choroba doprowadza go do stanu całkowicie beznadziejnego, gdyż prawdziwemu Lekarzowi wzbroniono podać lekarstwo, podczas, gdy niewprawnych felczerów otacza się względami i daje im całkowitą swobodę działania.” 3

*

Poza rozczarowaniem obietnicami materializmu, siłą zmiany podważającą błędne pojęcia o rzeczywistości, która wprowadziła ludzkość w dwudziesty pierwszy wiek, jest globalna integracja. Na najprostszym poziomie przyjmuje formę postępu w technologiach komunikacyjnych, które otwierają szerokie możliwości wzajemnego oddziaływania między różnymi narodami planety. Wraz z ułatwieniem wymiany między ludźmi i między społeczeństwami ogólny dostęp do informacji wpływa na przeobrażenia skumulowanej wiedzy wieków, do niedawna zarezerwowanej dla uprzywilejowanych elit, w dziedzictwo całej ludzkiej rodziny, bez wyróżniania narodu, rasy czy kultury. Niezależnie od karygodnych niesprawiedliwości, które globalna integracja podtrzymuje – a nawet intensyfikuje – żaden światły obserwator nie może nie uznać, że zachodzące zmiany stworzyły nowy bodziec do refleksji nad rzeczywistością. Wraz z refleksją nadeszło kwestionowanie wszelkich ustanowionych autorytetów, już nie tylko władzy religii i moralności, lecz również rządu, akademii, handlu, mediów, ale i, coraz częściej, opinii naukowej.

Poza czynnikami technologicznymi jednoczenie się naszej planety wpływa w inny, nawet bardziej bezpośredni sposób na ludzką myśl. Byłoby, na przykład, niemożliwe przecenić, jak głęboko świadomość integracji globalnej przekształcana jest dzięki masowym podróżom międzynarodowym. Jeszcze większe były konsekwencje ogromnych migracji, których świat był świadkiem przez półtora stulecia, od kiedy Báb obwieścił Swoją misję. Miliony uciekających przed prześladowaniami uchodźców przemieszczały się w różnych kierunkach, jak morskie fale przypływów i odpływów, zwłaszcza przez kontynenty europejski, afrykański i azjatycki. Wśród cierpienia spowodowanego przez te ruchy, zauważa się postępującą integrację ras i kultur świata jako obywateli jednej globalnej ojczyzny. W rezultacie ludzie różnego pochodzenia zetknęli się z kulturami i normami, o których ich przodkowie wiedzieli niewiele lub nic, co w sposób nieunikniony pobudziło ich do szukania odpowiedzi na pytania, które w wyniku tych kontaktów zaczęły ich nurtować.

Trudno sobie wyobrazić, jak inna byłaby historia minionych stu pięćdziesięciu lat, gdyby którykolwiek z wiodących arbitrów w sprawach świata, do których odniósł się Bahá'u'lláh, znalazł czas na refleksję nad pojęciem rzeczywistości popieranym moralną wiarygodnością jego Autora, będącą w rodzaju tych, wobec których owi wielcy tego świata rzekomo żywili najwyższy szacunek. Dla bahaity jest niewątpliwe, że mimo tych niepowodzeń, przemiany zapowiedziane w przesłaniu Bahá'u'lláha bez oporu się spełniają. Wspólne odkrycia i trudy stawiają ludzi z różnych kultur wobec wspólnego człowieczeństwa, które znajduje się tuż pod powierzchnią wyimaginowanych różnic tożsamości. Niezależnie od tego, że takie poczucie wspólnoty w niektórych społeczeństwach jest uparcie zwalczane, gdzie indziej jest ono mile widziane jako uwolnienie od bezsensownych i dławiących ograniczeń, a poczucie, że mieszkańcy Ziemi rzeczywiście są „liśćmi jednego drzewa” 4 powoli staje się miarą, według której oceniane są obecnie wspólne wysiłki ludzkości.

Utrata wiary w dogmaty głoszone przez materializm i postępująca globalizacja ludzkiego doświadczenia dopełniają się i wzmacniają tęsknotę za zrozumieniem celu istnienia. Podstawowe wartości spotykają się z wyzwaniami: przychodzi wyrzec się małomiasteczkowych więzi, przyjmowane są żądania, które kiedyś były nie do pomyślenia. Bahá'u'lláh wyjaśnia, że Pisma religii z przeszłości przedstawiały to powszechne wrzenie jako „Dzień Zmartwychwstania”: „Rozległo się wołanie i ludzie wyszli z grobów, i powstając rozglądali się dookoła.” 5 Proces przebiegający pod wszystkimi tymi wstrząsami i cierpieniem ma naturę zasadniczo duchową: „Powiał podmuch Najmiłosierniejszego i dusze wróciły do życia w grobach swoich ciał.” 6

*

Wielkie religie były głównymi czynnikami rozwoju duchowego w historii. Dla większości ludzi na ziemi pisma każdego z tych systemów służyły, według słów Bahá'u'lláha, jako „Miasto Boga” 7, źródło wiedzy, całkowicie ogarniające świadomość w sposób tak nieodparty, że ludzi szczerego serca obdarza „nową wizją, nowym słuchem, nowym sercem i nowym umysłem” 8. Obszerna literatura, na którą złożyły się wszystkie kultury religijne, utrwala doświadczenie transcendencji, opisywane przez pokolenia poszukujących. Poprzez tysiąclecia życie tych, którzy odpowiedzieli na znaki Boże, było inspirowane zapierającymi dech w piersi osiągnięciami w muzyce, architekturze i innych gałęziach sztuki, bez końca powtarzając doświadczenia duszy milionom swoich współwyznawców. Żadna inna z sił istniejących na ziemi nie była w stanie wydobyć z ludzi porównywalnego bohaterstwa, samopoświęcenia i samodyscypliny. Wynikające z nich zasady moralne na poziomie społecznym wielokrotnie przekładały się na powszechne kodeksy praw, regulujące i uwznioślające stosunki międzyludzkie. Widziane z perspektywy wielkie religie jawią się jako siły napędowe procesu cywilizującego. Przedstawianie przeciwnych argumentów jest z pewnością lekceważeniem faktów historycznych.

Dlaczego zatem to olbrzymie dziedzictwo nie służy jako centralne forum obecnego pobudzenia poszukiwań duchowych? Tu i ówdzie czynione są poważne próby ponownego przeformułowania nauczania, które zapoczątkowały poszczególne religie wiary, w nadziei na przepojenie ich nową przyciągającą siłą, jednak przeważająca część poszukiwań znaczenia jest rozproszona, indywidualistyczna i nie powiązana w charakterze. Święte Pisma się nie zmieniły; zasady moralne, które zawierają, nie straciły swej ważności. Każdy, kto szczerze stawia Niebu pytania, jeśli wytrwa, z pewnością odkryje w Psalmach czy Upaniszadach głos dający odpowiedź. Każdy, kto ma pewne wyczucie Rzeczywistości wykraczającej poza sferę materialną będzie do głębi serca poruszony słowami, którymi Jezus czy Buddha mówi o niej z taką znajomością rzeczy. Apokaliptyczna wizja Qur’ánu daje swoim czytelnikom kolejne nieodparte zapewnienie, że egzekwowanie sprawiedliwości stanowi centrum Boskiego zamysłu. W swych zasadniczych rysach losy bohaterów i świętych nie wydają się mniej znaczące niż wtedy, kiedy przed wiekami były przeżywane. Tak więc, dla wielu religijnych ludzi najbardziej bolesnym aspektem obecnego kryzysu cywilizacji jest ten, że poszukiwanie prawdy nie wkroczyło z ufnością na znajome ścieżki religii.

Oczywiście, problem jest dwojaki. Racjonalna dusza zajmuje nie tylko sferę prywatną, lecz jest aktywnym uczestnikiem porządku społecznego. Chociaż prawdy wielkich wiar zachowują ważność, codzienne doświadczenie przeciętnego człowieka w dwudziestym pierwszym wieku jest niewyobrażalnie oddalone od życia, które było udziałem ludzi w którymkolwiek z tych okresów, kiedy to przewodnictwo było objawione. Demokratyczne podejmowanie decyzji fundamentalnie zmieniło stosunek jednostki do autorytetów. Z rosnącą pewnością siebie i coraz większym powodzeniem kobiety słusznie domagają się swego prawa pełnej równości z mężczyznami. Przewroty w nauce i technologii zmieniają nie tylko funkcjonowanie, lecz także pojęcie społeczeństwa, zaiste, samego istnienia. Powszechna oświata i eksplozja nowych dziedzin twórczości otwierają nowe perspektywy, które stymulują mobilność i integrację społeczną i stwarzają nowe możliwości, a prawo zachęca do pełnego korzystania z nich. Badania nad komórkami macierzystymi, energia jądrowa, tożsamość seksualna, stres ekologiczny i korzystanie z bogactwa podnoszą bezprecedensowe kwestie społeczne. Te i niezliczone inne zmiany wpływają na każdy aspekt ludzkiego życia, powołując do istnienia nowy świat codziennych wyborów zarówno dla społeczeństwa jak i dla jego członków. Nie uległa natomiast zmianie nieunikniona konieczność dokonywania takich wyborów, czy to na dobre, czy na złe. To tutaj duchowa natura współczesnego kryzysu skupia się najostrzej, ponieważ większość koniecznych decyzji jest nie tylko natury praktycznej, ale i moralnej. W dużej zatem mierze utrata wiary w tradycyjną religię była nieuniknioną konsekwencją tego, że nie znaleziono w niej przewodnictwa potrzebnego do życia z nowoczesnością, z powodzeniem i w pewności.

Druga bariera dla ponownego pojawienia się odziedziczonych systemów wierzeń jako odpowiedzi na ludzkie pragnienia duchowe piętrzy się wskutek wspomnianej już globalnej integracji. Na całej planecie ludzie, którzy wychowani w danym układzie odniesień religijnych, stwierdzają, że nagle znaleźli się w bliskich związkach z innymi, których wierzenia i praktyki na pierwszy rzut oka wydają się być nie do pogodzenia odmienne od ich własnych. Różnice mogą i często stają się przyczyną przejścia do defensywy, wrzących resentymentów i otwartego konfliktu. Jednakże w wielu przypadkach powstaje bodziec do ponownego przemyślenia otrzymanej doktryny i zachęta do odkrywania wspólnie wyznawanych wartości. Wsparcie, jakim cieszą się różne działania międzyreligijne, niewątpliwie zasłużyło na poważną odpowiedź ze strony społeczeństwa. Podejście to nieuchronnie powoduje kwestionowanie doktryn religijnych, które ograniczają zbliżenie i zrozumienie. Jeśli ludzie, których wierzenia wydają się być zasadniczo różne od naszych, mimo to żyją moralnym życiem zasługującym na podziw, co sprawia, że nasza własna wiara jest lepsza od ich wiary? Lub inaczej, jeśli wszystkie wielkie religie podzielają pewne wspólne podstawowe wartości, czy ciasne więzi religijne nie stwarzają ryzyka, że jedynie wzmocnią niepożądane bariery między ludźmi, którzy są sąsiadami?

Współcześnie niewielu spośród tych, którzy mają pewien stopień obiektywnej znajomości przedmiotu, może więc się łudzić, że którykolwiek z ustanowionych systemów religijnych przeszłości jest w stanie zostać ostatecznym przewodnikiem, który poprowadzi ludzkość w sprawach życia współczesnego, nawet w nieprawdopodobnym przypadku, w którym ich różne odłamy zeszłyby się w tym celu. Każda z tych religii, które świat uważa za niezależne, jest osadzona w formie stworzonej przez swoje autorytatywne Pisma i swoją historię. Ponieważ nie może przekształcić swojego systemu wierzeń w sposób, który wyprowadzałby uzasadnienie z autorytatywnych słów swego Założyciela, w konsekwencji nie może dostatecznie wyczerpująco odpowiedzieć na mnogość pytań powstałych wskutek ewolucji społecznej i intelektualnej. Chociaż dla wielu może się to wydawać niepokojące, jest to cecha właściwa procesowi ewolucji. Próby wymuszenia jakiegoś rodzaju kierunku zmiany może prowadzić jedynie do jeszcze większego rozczarowania samym systemem religijnym i zaostrzenia konfliktu na tle różnic religijnych.

*

Dylemat ten jest zarazem sztuczny i samonarzucony. Porządek świata, jeśli można użyć takiego określenia, w którym bahaici pracują dzisiaj nad szerzeniem przesłania Bahá'u'lláha, jest porządkiem, w którym niewłaściwe rozumienie zarówno natury ludzkiej jak i społecznej ewolucji jest tak fundamentalne, że poważnie hamuje najbardziej inteligentne i mające najlepsze intencje wysiłki na rzecz polepszenia ludzkiej kondycji. Jest to zwłaszcza prawdą w odniesieniu do zamieszania wokół rzeczywiście każdego aspektu przedmiotu religii. Aby właściwie odpowiedzieć na duchowe potrzeby swoich bliźnich, bahaici będą musieli dojść do głębokiego zrozumienie związanych z nimi spraw. Wysiłek wyobraźni, którego wymaga to wyzwanie może zostać doceniony dzięki radzie, która jest może najczęściej i najpilniej powtarzaną zachętą w pismach ich wiary: aby „medytować”, „przemyśleć”, „poddać refleksji”.

Zjawiskiem powszednim w popularnych dyskusjach jest to, że używając słowa „religia” rozumie się wielość istniejących obecnie wyznań. Nie jest niespodzianką, że taka sugestia natychmiast wzbudza protest w sferach, które utrzymują, że przez religię rozumie się raczej ten czy inny z wielkich, niezależnych systemów wyznaniowych w historii, które kształtowały i inspirowały całe cywilizacje. Ten punkt widzenia, z kolei, nieuchronnie napotyka na pytanie o to, gdzie we współczesnym świecie można znaleźć te historyczne religie. Gdzie, dokładnie, są „judaizm”, „buddyzm”, „chrześcijaństwo”, „islám” i inne religie, skoro, w sposób oczywisty, nie mogą być one utożsamiane z instytucjami reprezentującymi poglądy nie dające się ze sobą pogodzić, choć rzekomo autorytatywnie przemawiają w ich imieniu? Ani też problem tutaj się nie kończy. Jeszcze inna odpowiedź na to pytanie prawie na pewno będzie brzmiała, że przez religię rozumie się po prostu stosunek do życia, poczucie odniesienia do Rzeczywistości, która przekracza materialną egzystencję. Tak rozumiana religia jest atrybutem jednostki, impulsem nie poddającym się instytucjonalizacji, powszechnie dostępnym doświadczeniem. Jednakże w takim rozumieniu, większość religijnych osób będzie się dopatrywać braku autorytetu, który narzuca samodyscyplinę i poczucie jedności, dzięki którym religia zyskuje znaczenie. Niektórzy przeciwnicy takiego podejścia będą nawet twierdzić, że przeciwnie, religia wyraża styl życia osób, które, podobnie jak oni, przyjęły surowe reguły codziennego rytuału i samowyrzeczenia, całkowicie oddzielające ich od reszty społeczeństwa. Wszystkie te odmienne koncepcje mają cechę wspólną, tę mianowicie, że zjawisko, które uznaje się za całkowicie wykraczające poza ludzki zasięg, mimo wszystko zostało stopniowo uwięzione w konceptualnych ograniczeniach wymyślonych przez człowieka – organizacyjnych, teologicznych, opartych na doświadczeniu bądź rytuale.

Nauki Bahá'u'lláha przecinają ten węzeł sprzecznych poglądów i robiąc to formułują od nowa wiele prawd, które, bezpośrednio lub pośrednio, znajdowały się w sercu całego Boskiego objawienia. Wprawdzie w żaden sposób nie jest to wyczerpujący odczyt Jego celu, Bahá'u'lláh wyjaśnia, że wysiłki, aby ująć lub przedstawić Rzeczywistość Boga w katechizmach i wyznaniach(credo) są aktami samooszukiwania się: „Dla każdego wnikliwego i oświeconego serca jest oczywiste, że Bóg, Niepoznawalna Istota, Boski Byt, jest nieskończenie wyniesiony ponad wszelkie ludzkie przymioty, takie, jak byt cielesny, wzniesienie się i zejście, rozwój i schyłek. Daleko jest ludzkiemu językowi do należytego opisania Jego chwały, a ludzkiemu sercu do zrozumienia Jego niezgłębionej tajemnicy.”9 Instrumentem, przy pomocy którego Stwórca wszechrzeczy porozumiewa się z ciągle ewoluującym stworzeniem, które powołał do bytu, jest pojawianie się Postaci proroków, które objawiają atrybuty niedostępnej Boskości: „Wrota do wiedzy o Prawiecznym Wszechczasów są więc zamknięte przed obliczem wszystkich istnień. Źródło nieskończonej łaski (...) sprawiło, że jaśniejący Klejnot Świętości pojawił się z królestwa ducha, w szlachetnej postaci człowieczej świątyni, aby móc światu przekazać tajemnice jego niezmiennej Istoty i opowiadać o subtelnościach Jego niezniszczalnej Treści.”10

Gdybyśmy pozwolili sobie na rozsądzanie wśród Boskich Wysłańców, wywyższając jednego nad drugiego, poddalibyśmy się złudzeniu, że Wieczny i Wszechogarniający podlega kaprysom ludzkich wyborów. Słowa Bahá'u'lláha brzmią dokładnie: „Jest dla ciebie jasne i oczywiste, że wszyscy Prorocy są Świątyniami Sprawy Bożej, Którzy pojawili się odziani w różne szaty. Jeśli zechcesz spojrzeć przenikliwym wzrokiem, zobaczysz, że wszyscy przebywają w tym samym tabernakulum, unoszą się w tych samych niebiosach, zasiadają na tym samym tronie, mówią tym samym językiem i głoszą tę samą wiarę.” 11 Co więcej, wyobrażanie sobie, że natura tych wyjątkowych Postaci może – lub powinna być – zawarta w teoriach zapożyczonych z doświadczenia fizycznego jest równie aroganckie. To, co rozumie się jako „znajomość Boga”, wyjaśnia Bahá'u'lláh, jest znajomością Manifestacji, Które objawiają Jego wolę i atrybuty i to tutaj właśnie dusza wchodzi w bliski związek ze Stwórcą, Który jest poza tym zarówno poza słowami jak i zrozumieniem: zapewnienie Bahá'u'lláha o pozycji Boskich Manifestacji brzmi: „Świadczę, ... że poprzez Twoje piękno zostało odsłonięte piękno Uwielbianego, a poprzez Twoje oblicze zajaśniało oblicze Upragnionego....”12

Tak pojmowana religia budzi w duszy możliwości, których osiągnięcie w jakikolwiek inny sposób jest niewyobrażalne. W miarę, jak natura ludzka coraz intensywniej nasyca się cechami Boskiego świata, człowiek uczy się korzystać z wpływu Boskiego objawienia dla swojego czasu. Bahá'u'lláh wyjaśnia: „Dzięki Naukom tej Jutrzenki Prawdy każdy człowiek będzie czynił postępy i będzie się rozwijał, aż będzie mógł objawiać wszystkie potencjalne moce, którymi zostało obdarzone jego najbardziej wewnętrzne ja.” 13 Ponieważ celem ludzkości jest niesienie „nieprzerwanie postępującej cywilizacji”,14 nieostatnią z nadzwyczajnych mocy, które ma religia, jest jej zdolność wyzwolenia wyznawców z ograniczeń czasu jako takiego, wydobywając z nich poświęcenie na rzecz pokoleń przyszłych stuleci. Istotnie, ponieważ dusza jest nieśmiertelna, jej przebudzenie się do swej prawdziwej natury daje jej moc, nie tylko na tym świecie, lecz nawet bardziej bezpośrednio w tych światach, które znajdują się poza nim, aby służyła procesowi ewolucji: „Światło, którym promienieją te dusze”, zapewnia Bahá'u'lláh, „Odpowiada za postęp świata i rozwój jego ludów.... Wszystko musi mieć przyczynę, motywującą moc, ożywiającą zasadę. Te dusze, te symbole oderwania się od spraw ziemskich stanowiły w przeszłości siłę napędową poruszającą świat bytu i nadal nią będą w przyszłości.”15

Wiara jest zatem niezbywalnym i nie dającym się ugasić pragnieniem naszego gatunku, które zostało opisane przez wpływowego myśliciela naszych czasów jako „ewolucja, które stała się świadoma samej siebie” 16. Jeżeli naturalna ekspresja wiary jest sztucznie tłumiona, na co wydarzenia dwudziestego wieku dostarczają smutnych i niepodważalnych dowodów, będzie ona wymyślać przedmioty kultu bez względu na to, jak będą one niegodne – czy nawet fałszywe – a które choć w pewnym stopniu mogą ukoić pragnienie pewności. Jest to impuls, którego nie sposób zanegować.

Ujmując to krótko, Ten, Który jest Źródłem systemu wiedzy, nazywanego religią, w trakcie trwającego procesu objawienia demonstruje integralność tego systemu i jego niezależność od sprzeczności narzuconych mu przez rozłamowe ambicje. Dzieło każdego Objawiciela Boga ma autonomię i autorytet, które wykraczają poza ocenę; stanowi także etap nieograniczenie rozwijającej się jedynej Rzeczywistości. Ponieważ celem kolejnych Boskich objawień jest obudzenie ludzkości do jej zdolności i odpowiedzialności jako powiernika stworzenia, proces ten jest nie tylko powtarzalny, lecz progresywny, i można go w pełni docenić jedynie wtedy, kiedy patrzy się na niego w tym kontekście.

Jest stanowczo za wcześnie, aby bahaici mogli twierdzić, że w jakimkolwiek sensie uchwycili więcej niż drobną część prawd zawartych w objawieniu, na którym opiera się ich wiara. Odwołując się, na przykład do ewolucji Sprawy, Strażnik powiedział: „Wszystko, na co możemy się w uzasadniony sposób odważyć, to starać się ujrzeć pierwsze mgnienia promieni obiecanego Świtu, który musi, w pełni czasu, wygnać ciemność otaczającą ludzkość.” 17 Poza zachęcaniem do pokory, ten fakt powinien posłużyć również jako stałe przypomnienie, że Bahá'u'lláh nie powołał do życia nowej religii, aby postawić ją obok wielości istniejących już organizacji wyznaniowych. Przetworzył raczej całą koncepcję religii jako zasadniczej siły pobudzającej rozwój świadomości. Ponieważ w całej swojej różnorodności ludzka rasa jest jednym gatunkiem, interwencja, przy pomocy której Bóg kultywuje cechy umysłu i serca wrodzone temu gatunkowi, stanowi jeden proces. Jego bohaterowie i święci są bohaterami i świętymi wszystkich stadiów tej walki; jej sukcesy są sukcesami wszystkich stadiów rozwoju. Oto standard, który Mistrz ukazał w swoim życiu i pracy, a którego przykłady daje obecnie wspólnota bahaicka, która odziedziczyła całą duchową spuściznę ludzkości, spuściznę dostępną w równym stopniu wszystkim ludom ziemi.

Powtarzającym się dowodem istnienia Boga jest zatem ten, że objawiał się On wielokrotnie od niepamiętnych czasów. W szerszym znaczeniu, jak wyjaśnia Bahá'u'lláh, rozległa epika historii religii ludzkości przedstawia wypełnianie „Przymierza”, trwałej obietnicy, w której Stwórca wszechrzeczy zapewnia rasie ludzkiej niezawodne przewodnictwo konieczne dla jej rozwoju duchowego i moralnego i wzywa ją do przyjęcia i wyrażenia przekazywanych jej wartości. Każdy ma swobodę dysputy nad historycznymi interpretacjami dowodów wyjątkowej roli tego czy innego Bożego Posłańca, jeśli postawił sobie taki cel, lecz takie spekulacje nie są pomocne w ukazaniu rozwoju, który przekształcił myślenie i spowodował zmiany w stosunkach międzyludzkich istotnych dla ewolucji społecznej. W odstępach tak rzadkich, że znane przykłady można policzyć na palcach, pojawili się Objawiciele Boga i każdy z Nich kategorycznie powoływał się na Boga jako autorytet i źródło swoich nauk i każdy wywarł wpływ na rozwój cywilizacji nieporównywalny z jakimkolwiek innym zjawiskiem w historii. „Zastanówcie się nad godziną, w której odsłoni się ludziom najwyższe Objawienie Boga”, podkreśla Bahá'u'lláh: „Póki ta godzina nie nadejdzie, Pradawny Byt, Który jeszcze nie jest ludziom znany i nie wypowiedział jeszcze Bożego Słowa, sam jest Wszechwiedzącym w świecie, na którym nie ma ani jednego człowieka, który by Go znał. Zaprawdę, On jest Stwórcą bez stworzenia.”18

*

Najpowszechniej podnoszonym zastrzeżeniem przeciw powyższej koncepcji religii jest twierdzenie, jakoby różnice między objawionymi wiarami były tak fundamentalne, że przedstawianie ich jako stadiów lub aspektów jednego zjednoczonego systemu prawdy zadawałoby kłam faktom. Uwzględniając nieporozumienia wokół natury religii, taka reakcja jest zrozumiała. Jednakże głównie to zastrzeżenie jest dla bahaitów zaproszeniem do wyraźniejszego przedstawienia omawianych tu zasad w ewolucyjnym kontekście danym przez pisma Bahá'u'lláha.

Różnice, o których mowa, podlegają kategoriom praktyki lub doktryny, z których każda jest przedstawiana jako cel odnośnych objawionych pism. W przypadku zwyczajów religijnych rządzących osobistym życiem człowieka pomocne jest rozpatrywanie przedmiotu na tle porównywalnych cech życia materialnego. Jest niezwykle mało prawdopodobne, aby różnice w takich dziedzinach, jak higiena, ubiór, medycyna, sposób odżywiania się, transport, sztuka wojenna, budownictwo lub działania gospodarcze - bez względu na to, jak mogą być uderzające, nadal poważnie przedstawiano dla poparcia teorii, że ludzkość faktycznie nie stanowi jednego, unikalnego i wyjątkowego narodu. Do początku dwudziestego wieku prostackie argumenty powołujące się na różnice między poszczególnymi ludami były powszechne, lecz z biegiem czasu, w miarę dostarczania przez badania historyczne i antropologiczne coraz liczniejszych elementów do całościowej panoramy procesu ewolucji kulturowej, dzięki której powstały te, jak i niezliczone inne wyrazy ludzkiej twórczości, były przekazywane przez kolejne pokolenia, przechodziły stopniowe metamorfozy i często rozprzestrzeniły się, aby wzbogacić życie ludzi w odległych krajach. To zatem, że współczesne społeczeństwa przedstawiają szerokie spektrum takich zjawisk, w żaden sposób nie definiuje stałej i niezmiennej tożsamości narodów, których to dotyczy, lecz jedynie wyróżnia fazę, przez którą dane grupy przechodzą lub przynajmniej do niedawna przechodziły. Wszystkie sposoby wyrażania kultury są obecnie w stanie płynności wskutek presji procesów integracyjnych na naszej planecie.

Bahá'u'lláh wskazuje, że religijne życie ludzkości cechował podobny proces ewolucji. Definiująca różnica polega na fakcie, że wydarzenia historyczne interpretowano stałą metodą prób i błędów zamiast uznać, że takie normy postępowania były w każdym przypadku wyraźnie nakazane jako integralne cechy tego czy innego objawienia Boskości, zawartego w świętym piśmie, którego integralności skrupulatnie przestrzegano przez stulecia. Podczas, gdy pewne cechy każdego kodeksu postępowania ostatecznie wypełniają swój cel i z czasem zostają przesłonięte względami innej natury wynikającymi z procesu ewolucji społecznej, sam kodeks nie traci niczego ze swego autorytetu podczas długiej fazy ludzkiego postępu, w którym odgrywał żywotną rolę ucząc zachowania i postaw. Bahá'u'lláh zapewnia: „Te zasady i prawa, te mocno ugruntowane i potężne systemy wypłynęły z jednego Źródła i są promieniami tego samego Światła. Rozbieżności między nimi przypisać należy zmieniającymi się wymogami czasów, w których zostały ogłoszone.”19

Tak, więc argumentowanie, że różnice uregulowań, rytuałów i innych praktyk stanowią jakąkolwiek przeszkodę dla idei zasadniczej jedności objawionej religii, jest niedostrzeganiem celu, któremu te nakazy służyły. Co istotniejsze, jest to niedostrzeganie podstawowej różnicy między wiecznymi a przejściowymi cechami funkcji religii. Zasadnicze przesłanie religii jest niezmienne. Jest to, słowami Bahá'u'lláha, „niezmienna Wiara Boga, wieczna w przeszłości, wieczna w przyszłości”.20 Jej rola w otwieraniu drogi dla duszy, aby mogła wejść w coraz bardziej dojrzały stosunek ze swoim Stwórcą – i w obdarowywaniu jej coraz większą miarą moralnej autonomii w poddawaniu coraz większej dyscyplinie zwierzęcych impulsów natury ludzkiej – wcale nie jest nie do pogodzenia z tym, że stanowi ona przewodnictwo wspomagające proces budowania cywilizacji.

Pojęcie postępującego objawienia kładzie największy nacisk na rozpoznanie objawienia Boga w chwili, kiedy się ono pojawia. Niepowodzenie ogółu ludzkości pod tym względem wielokrotnie skazało cale populacje na rytualne powtarzanie nakazów i praktyk długo po tym, kiedy spełniły one swój cel i obecnie już tylko udaremniają postęp moralny. Smutne jest to, że obecnie przykrą konsekwencją tego niepowodzenia jest trywializacja religii. Dokładnie w tym punkcie swego wspólnego rozwoju, w którym ludzkość zaczęła się zmagać z wyzwaniami nowoczesności, duchowe zasoby, z których w głównej mierze wypływała jej odwaga moralna i oświecenie, szybko stawały się przedmiotem pośmiewiska, najpierw na tych płaszczyznach, na których podejmuje się decyzje dotyczące kierunku rozwoju społeczeństwa, a wreszcie w coraz szerszych kręgach ogółu populacji. Trudno się, zatem dziwić, że ta najbardziej niszczycielska z wielu zdrad zaufania, z powodu której cierpiała ludzka nadzieja, z czasem podważy podstawy samej wiary. Bahá'u'lláh wielokrotnie usilnie namawia Swoich czytelników, aby głęboko przemyśleli naukę wynikającą z tych powtarzających się niepowodzeń: „Rozważcie przez chwilę i zastanówcie się, co było przyczyną takiego odrzucenia....”21 „Jaki może być powód takiego odrzucenia i unikania...?”22 „Co mogło spowodować taką niezgodę...?” 23 „Zastanówcie się, co mogło być przyczyną ...?”24

Jeszcze bardziej szkodliwa dla rozumienia religii była arogancja teologii. Powtarzającą się przyczyną rozłamów religijnych w przeszłości była dominująca rola odgrywana przez kler. Wobec braku pisanych tekstów, które ustanawiały niezaprzeczalny instytucjonalny autorytet, elitom kleru udało się przypisać sobie wyłączną kontrolę na interpretacją Boskich zamiarów. Bez względu na to, jak różne były motywy, tragiczne skutki musiały utrudnić nurt inspiracji, zniechęcać wiernych do niezależnego intelektualnego działania, skupiać uwagę na szczegółach rytuału i zbyt często rodzić nienawiść i uprzedzenie do tych, którzy podążali drogą religijną odmienną od tej, którą szli samozwańczy duchowi przywódcy. Chociaż nic nie może powstrzymać twórczej mocy Boskiej interwencji od dalszego postępowego budzenia świadomości, zakres tego, co kiedykolwiek mogłoby zostać osiągnięte, był coraz bardziej ograniczany takimi sztucznie wymyślonymi przeszkodami.

Z czasem w sercu każdej z wielkich religii teologia z powodzeniem skonstruowała autorytet równoległy, a nawet nieprzyjazny w duchu dla objawionych nauk, na których opierała się tradycja. Znana przypowieść Jezusa o właścicielu ziemskim, który siał ziarno na swoim polu, odnosi się zarówno do tej sprawy jak i jej implikacji dla obecnego czasu: „Lecz kiedy ludzie spali, jego wróg przyszedł i zasiał wykę wśród pszenicy i odszedł swoją drogą.” 25 Kiedy jego słudzy proponowali ją wyrwać, właściciel ziemski odpowiedział: „Nie, kiedy zgarniecie wykę, wyrwiecie również z nią pszenicę. Niech obie rosą razem do żniw, a w czasie żniw powiem żniwiarzom: zbierzcie najpierw wykę i zwiążcie ją w snopki, aby je spalić, lecz pszenicę zbierzcie do mojej stodoły.” 26 Qur’án na swoich stronicach najciężej potępia duchową szkodę spowodowaną tym współzawodnictwem o hegemonię: „Powiedz: mój Pan zakazuje tylko czynów szpetnych, jawnych i skrytych – grzech i gwałt są bezprawiem – i tego, żebyście dodawali Bogu za współtowarzyszy to, czemu nie została przekazana żadna władza; i tego, żebyście mówili przeciw Bogu, czego nie wiecie.” 27 Dla nowoczesnego umysłu jest największą ironią, że pokolenia teologów, którzy narzucając religii swój wpływ popełniały zdradę, która jest tak silnie potępiana w powyższych tekstach, jednocześnie posługują się tym samym ostrzeżeniem jako bronią w tłumieniu protestu przeciw uzurpowaniu sobie Boskiego autorytetu.

W rezultacie każdy nowy etap coraz wyraźniej odkrywanego objawienia prawdy duchowej był zamrożony w czasie i w szeregu literackich wyobrażeń i interpretacji, z których wiele zapożyczono z kultur, które same były moralnie wyczerpane. Bez względu na ich wartość, we wcześniejszych stadiach w ewolucji świadomości, takie pojęcia, jak fizyczne zmartwychwstanie, raj cielesnych uciech, reinkarnacja, panteistyczne cuda i tym podobne, dzisiaj wznoszą mury podziału i konfliktu, i to w czasie, kiedy ziemia już stała się dosłownie jedną ojczyzną, a ludzie muszą nauczyć się widzieć w sobie jej obywateli. W tym kontekście zrozumiałe są powody gwałtowności przestróg Bahá'u'lláha, dotyczących barier stwarzanych przez dogmatyczną teologię na drodze tych, którzy starają się zrozumieć wolę Boga: „O przywódcy religijni! Nie ważcie Księgi Boga takimi normami I naukami, jakie panują wśród was, ponieważ sama Księga jest nieomylną Wagą ustanowioną wśród ludzi.”28 W Swojej Tablicy do papieża Piusa IX informuje go, że Bóg w tym dniu „zgromadził w naczyniach sprawiedliwości” to, co jest trwałe w religii i „rzucił w ogień to, co było stosowne.” 29

*

Wyswobodzony z gąszczu, którym teologia ogrodziła pojmowanie religii, umysł jest zdolny badać znane fragmenty pism oczyma Bahá'u'lláha. Zapewnia On: „Niezrównany jest ten Dzień, ponieważ jest jak oko dla minionych lat i wieków i jak światło dla ciemności czasów.” 30 Najbardziej uderzającym spostrzeżeniem wynikającym z posłużenia się taką perspektywą jest jedność celu i zasad przebiegająca zwłaszcza przez pisma hebrajskie, Ewangelię i Qur’án, której echa można jednak także łatwo rozpoznać w pismach innych światowych religii. Te same organizujące tematy wciąż na nowo pojawiają się na matrycy przykazań, napomnień, przypowieści, symbolizmu i interpretacji, w której są osadzone. Wśród tych podstawowych prawd zdecydowanie wyróżnia się coraz mocniej wyrażane dobitne zapewnienie o jedności Boga, Twórcy wszystkiego, co istnieje czy to w świecie fenomenalnym, czy w tych sferach, które poza niego wykraczają. Biblia oświadcza: „Ja jestem Panem i nie ma nikogo innego, nie ma Boga oprócz mnie”, 31 i ta sama koncepcja jest podstawą późniejszych nauk Chrystusa i Muhammada.

Ludzkość – punkt centralny i spadkobierca, a także opiekun, któremu ten świat powierzono – istnieje, by poznać swego Stwórcę i aby służyć Jego celowi. Najwyższym dostępnym wyrazem wrodzonego ludziom odruchu reagowania na bodźce jest uwielbienie, kondycja zawierającą poddanie się całym sercem mocy, która jest uznana za zasługującą na taki hołd. „Teraz wiecznemu Królowi, nieśmiertelnemu, niewidzialnemu, najmądrzejszemu Bogu niech będzie cześć i chwała na wieki wieków.” 32 Nieodłączne od ducha czci jest wyrażenie go w służbie Boskiemu celowi dla ludzkości. „Powiedz: zaprawdę, łaska jest w ręku Boga: On daje ją, komu chce. Bóg jest wszechobejmujący, wszechwiedzący.” 33 Oświecone tym rozumieniem, zobowiązania ludzkości są oczywiste: „Nie jest pobożnością, że zwracacie twarze ku wschodowi i ku zachodowi. Lecz prawdziwie pobożny jest: kto wierzy w Boga ... kto rozdaje majątek – mimo umiłowania go – bliskim krewnym, sierotom i biedakom, podróżnemu i żebrzącym....” 34 stwierdza Qur’án. „Jesteście solą ziemi” 35 wpaja Chrystus tym, którzy odpowiadają na Jego wezwanie. „Jesteście światłem świata.” 36 Podsumowując temat powtarzający się wielokrotnie w pismach hebrajskich i pojawiający się ponownie w Ewangelii i Qur’ánie pyta prorok Micheasz: „...czego Pan wymaga od ciebie, oprócz tego, abyś sprawiedliwie postępował, kochał miłosierdzie i pokornie podążał za twoim Bogiem?”37

Teksty te wykazują jednakową zgodność co do tego, że zdolność duszy do zdobycia zrozumienia celu jej Stwórcy jest wynikiem nie tylko jej własnego wysiłku, lecz otwierających jej drogę Boskich interwencji. Stwierdził to z pamiętną jasnością Jezus: „Jam jest drogą i prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie.” 38 Jeśli nie będziemy dopatrywać się w tym zapewnieniu jedynie dogmatycznego wyzwania wobec innych stadiów trwającego procesu Boskiego przewodnictwa, w sposób oczywisty odczytamy je jako wyraz centralnej prawdy objawionej religii: że dostęp do niepoznawalnej Rzeczywistości, która tworzy i podtrzymuje istnienie, jest możliwa jedynie dzięki przebudzeniu się na oświecenie przekazywane z Jego królestwa. Jedna z najbardziej umiłowanych sur Qur’ánu przyjmuje metaforę: „Bóg jest Światłem niebios i ziemi.... Światło na Świetle! Bóg prowadzi drogą prostą ku Światłu, kogo chce.” 39 W przypadku proroków hebrajskich, pośrednik Boga, który miał się później pojawić w chrześcijaństwie w osobie Syna Człowieczego, a w islamie jako Księga Boga, przyjął formę wiążącego Przymierza zawartego przez Stwórcę z patriarchą i prorokiem Abrahamem: „I ustanowię moje przymierze między mną i tobą i twoim potomstwem po tobie w ich pokoleniach na wieczne przymierze, aby być Bogiem dla ciebie i dla twojego potomstwa po tobie.” 40

Sukcesja objawień Boskości pojawia się również jako ukryta – i zwykle wyraźna – cecha wszystkich większych wyznań. Jeden z jej najwcześniejszych i najwyraźniejszych wyrazów znajduje się w Bahagawadgicie: „Ilekroć wyczerpuje się Prawo, Bharato, a krzewi się bezprawie, tylekroć zsyłam sam siebie. Objawiam się w każdej erze ludzkości, ku pomocy dobrym, występnym na zgubę, i dla odnowienia prawa.” 41 Ten stale rozgrywający się dramat stanowi podstawową strukturę Biblii, której sekwencja ksiąg opowiada o misjach nie tylko Abrahama i Mojżesza – „których Bóg znał twarzą w twarz” 42 - lecz linii pomniejszych proroków, którzy rozwinęli i skonsolidowali działania, uruchomione przez głównych Autorów procesu. Podobnie żadne sporne i fantastyczne spekulacje dotyczące dokładnej natury Chrystusa nie były w stanie oddzielić Jego misji od przekształcającego wpływu, jakie na cywilizację wywarło dzieło Abrahama i Mojżesza. On Sam ostrzega, że nie On jest tym, Który potępi ludzi, którzy odrzucają przesłanie, które On niesie, lecz Mojżesz „w którym pokładacie nadzieję. Bo gdybyście Mojżeszowi wierzyli, wierzylibyście także mnie: on bowiem pisał o mnie. Lecz jeżeli nie wierzycie temu, co on napisał, jakże moim słowom uwierzycie?” 43 Wraz z objawieniem Qur’ánu temat sukcesji Posłańców Boga zajmuje miejsce centralne: „My wierzymy w Boga i w to, co nam zostało zesłane, i w to, co zostało zesłane Abrahamowi, Ismá`ilowi i Izaakowi, Jakubowi ... i w to dane Mojżeszowi i Jezusowi, i w to dane prorokom od ich Pana....”44

Dla rozumiejącego i obiektywnego czytelnika takich treści tym, co się z nich wyłania, jest uznanie zasadniczej jedności religii. Termin „Islám” (dosłownie „poddanie się” Bogu) oznacza nie tylko szczególne prawo Opatrzności zapoczątkowane przez Muhammada, lecz również samą religię, jak jednoznacznie wyjaśniają słowa Qur’ánu. Prawdą jest mówienie o jedności wszystkich religii, istotne jest jednak także rozumienie kontekstu. Na najgłębszym poziomie, jak podkreśla Bahá'u'lláh, jest tylko jedna religia. Religia jest religią jak nauka jest nauką. Jedna postrzega i artykułuje wartości odsłaniające się stopniowo dzięki Boskiemu objawieniu, druga jest zespołem narzędzi, którym ludzki umysł bada świat fenomenalny i jest w stanie wywrzeć nań jeszcze większy wpływ. Jedna definiuje cele, które służą procesowi ewolucji, druga pomaga je osiągnąć. Razem stanowią podwójny system wiedzy pobudzający postęp cywilizacji. Każda jest obwołana przez Mistrza „blaskiem Słońca Prawdy”.45

Tak więc, nie oddajemy należytego uznania wyjątkowej pozycji Mojżesza, Buddhy, Zoroastra, Jezusa, Muhammada lub sukcesji Awatarów, inspirujących pisma hinduistyczne, przedstawiając ich dzieło jako kładące podwaliny pod odrębne religie. Docenimy ich lepiej, kiedy uznamy w nich duchowych Nauczycieli historii, ożywiające siły wznoszące cywilizacje, dzięki którym rozwijała się świadomość: „On był w świecie, a świat stał się przez niego....” 46 mówi Ewangelia. Fakt, że ich osoby obdarzano szacunkiem nieskończenie przewyższającym ten, jakim cieszyła się którakolwiek z postaci historycznych, odzwierciedla próby wyrażenia uczuć w inny sposób niewyrażalnych, które wzbudzały w sercach niezliczonych milionów ludzi dzięki błogosławieństwom, które przyniosło ich działanie. Kochając ich ludzkość stopniowo uczyła się, co znaczy kochać Boga. Rzeczywiście, nie ma innej możliwości, aby się tego nauczyła. Nie oddaje się im czci poprzez nieporadne wysiłki uchwycenia zasadniczej tajemnicy ich natury w dogmaty stworzone w ludzkiej wyobraźni; to, co oddaje im cześć, to bezwarunkowe poddanie duszy przekształcającemu wpływowi, który przekazują.

*

Zamęt wokół roli religii dla doskonalenia świadomości moralnej jest równie oczywisty w potocznym rozumieniu wkładu, jaki wniosła w kształtowanie społeczeństwa. Może najbardziej oczywistym tego przykładem jest niższa pozycja społeczna, jaką większość świętych tekstów przyznaje kobietom. Chociaż wynikające stąd korzyści, jakimi cieszą się mężczyźni, niewątpliwie są głównym czynnikiem umocnienia się takiego pojmowania, moralnego uzasadnienia niewątpliwie dostarczyło rozumienie intencji samych pism przez człowieka. Z nielicznymi wyjątkami teksty te kierują się do mężczyzn, przyznając kobietom rolę wspierającą i podporządkowaną w życiu religii i społeczeństwa. Smutne to, lecz takie rozumienie sprawiło, że z godną ubolewanie łatwością przypisano kobietom niepowodzenie w dyscyplinowaniu popędu seksualnego, żywotnego czynnika postępu moralnego. W nowoczesnym układzie odniesienia tego rodzaju postawy są łatwo rozpoznawalne jako niesprawiedliwe i wynikające z uprzedzenia. Na etapach rozwoju społecznego, na których powstały wszystkie główne religie, przewodnictwo zawarte w świętych pismach przede wszystkim starało się możliwie najlepiej ucywilizować stosunki wynikające z trudnych do odtworzenia okoliczności historycznych. Nie potrzeba głębokich analiz, aby uznać, że w dniu dzisiejszym trwanie przy tak prymitywnych normach udaremniłoby sam cel cierpliwego rozwijania zmysłu moralnego przez religię.

Porównywalne względy obowiązywały w stosunkach między społeczeństwami. Długotrwałe i żmudne przygotowania narodu żydowskiego do wypełnienia oczekiwanej od niego misji ukazują złożoność i nieustępliwy charakter związanych z nią wyzwań moralnych. Aby duchowe zdolności, do których odnosili się prorocy, mogły się rozbudzić i rozkwitnąć, za wszelką cenę należało odeprzeć pokusy proponowane przez sąsiadujące kultury bałwochwalcze. Zawarte w pismach relacje o zasłużonych karach, dosięgających zarówno władców, jak i poddanych, którzy pogwałcili zasady, ilustrują znaczenie, jakie przywiązywał do nich Boski cel. Częściowo porównywalna sytuacja powstała w walce o przetrwanie prób wytępienia nowonarodzonej wspólnoty założonej przez Muhammada, podejmowanych przez pogańskie plemiona arabskie powodowane barbarzyńskim okrucieństwem i nieustępliwym duchem zemsty. Każdy, kto zna historyczne szczegóły, z łatwością zrozumie surowość nakazów Qur’ánu w tym przedmiocie. Należało oddać szacunek monoteistycznym wierzeniom żydów i chrześcijan, niedopuszczalny więc był kompromis z bałwochwalstwem. We względnie krótkim czasie ta drakońska reguła z powodzeniem zjednoczyła plemiona Półwyspu Arabskiego, a nowopowstałą wspólnotę umieściła na pięćsetletniej drodze do zdobyczy moralnych, intelektualnych, kulturalnych i ekonomicznych, niedoścignionych wcześniej ani później pod względem szybkości i zakresu swojej ekspansji. Historia jest zazwyczaj surowym sędzią. Ostatecznie, w swojej bezkompromisowej perspektywie, konsekwencje dla tych, którzy ślepo tłumiliby w zalążku surowe postępowanie, zawsze będą porównywane z korzyściami płynącymi dla świata jako całości ze zwycięstwa biblijnej wizji ludzkich możliwości i postępu, który stał się możliwy dzięki geniuszowi cywilizacji islamskiej.

Wśród najbardziej spornych kwestii dotyczących rozumienia postępu społeczeństwa ku dojrzałości duchowej znajduje się problem przestępstwa i kary. Kary za akty przemocy przeciwko dobru powszechnemu lub prawom innych ludzi nakazane przez najświętsze pisma były zazwyczaj surowe, chociaż różniły się pod względem szczegółów i stopnia uciążliwości. Co więcej, często rozszerzały się na zezwolenie na odwet na sprawcach przez poszkodowanych lub członków ich rodzin. Jednakże w perspektywie historycznej można postawić uzasadnione pytanie o praktycznie istniejącą alternatywę dla takiego przyzwolenia. Pod nieobecność nie tylko współczesnych programów resocjalizacji, lecz nawet niemożność zastosowania takich przymusowych opcji, jak pozbawienie wolności i działania policyjne, zadaniem religii było niezatarte odciśnięcie na powszechnej świadomości moralnej niedopuszczalności – i praktycznych kosztów – postępowania, którego skutkiem byłaby demoralizacja wysiłków na rzecz postępu społecznego. Cała cywilizacja była więc beneficjantem takiego podejścia i brak uznania dla tego faktu byłby nieuczciwy.

Tak było we wszystkich religijnych systemach prawnych, których pochodzenie zachowało się w pisemnych świadectwach. Żebractwo, niewolnictwo, autokracja, podboje, uprzedzenia etniczne i inne niepożądane cechy interakcji społecznych minęły nie kwestionowane, a nawet wyraźnie im pobłażano, ponieważ religia starała się osiągnąć poprawę zachowań, które uważano za bezpośrednio bardziej istotne na danych etapach postępu cywilizacji. Potępienie religii z tego powodu, że jedno z jej praw nie odniosło się do całego zakresu społecznej niesprawiedliwości byłoby pomijaniem wszystkiego, czego nauczono nas o naturze ludzkiego postępu. W nieunikniony sposób takie anachroniczne myślenie musi również stworzyć poważne przeszkody psychologiczne w ocenie i sprostaniu wymaganiom własnego czasu.

Kwestią nie jest przeszłość, lecz jej implikacje dla teraźniejszości. Problemy pojawiają się tam, gdzie wyznawcy jednej ze światowych religii okazują się niezdolni dostrzec różnicę między jej cechami wiecznymi a przemijającymi i usiłują narzucić społeczeństwu normy postępowania, które dawno spełniły swój cel. Istnieje podstawowa zasada pojmowania społecznej roli religii; Bahá'u'lláh podkreśla: „Remedium, jakiego potrzeba światu przy jego obecnych dolegliwościach, w żadnym wypadku nie może być tym samym, które może okazać się potrzebne w przyszłym okresie. Zajmijcie się pilnie potrzebami wieku, w którym żyjecie i skoncentrujcie swoje rozważania na jego niezbędnych potrzebach i wymaganiach.” 47

*

Wymogi nowego okresu ludzkiego doświadczenia, do których uwzględnienia Bahá'u'lláh wzywał politycznych i religijnych przywódców świata w XIX wieku, przynajmniej jako ideały zostały już w większości przyjęte przez ich następców, a postępowe umysły przyjęły je wszędzie. Kiedy XX wiek zbliżał się ku końcowi, zasady, które zaledwie kilka dziesięcioleci wcześniej protekcjonalnie traktowano jako Mirzacielskie i beznadziejnie nierealne, zajęły centralne miejsce w globalnym dyskursie. Wspierane przez wyniki badań naukowych i wnioski wpływowych komisji – często hojnie finansowanych – kierują pracami potężnych agencji na poziomie międzynarodowym, narodowym i lokalnym. Obszerna wielojęzyczna literatura naukowa jest poświęcona badaniom nad praktycznymi środkami służącymi wprowadzeniu ich w życie i programy te mogą liczyć na uwagę mediów na pięciu kontynentach.

Większość tych zasad jest również, niestety, powszechnie lekceważona nie tylko wśród uznanych wrogów pokoju społecznego, lecz także w kołach rzekomo im oddanym. Nie brakuje im przekonującego świadectwa ich trafności, lecz siły moralnego przekonania, która mogłaby wcielić je w życie, siły, której jedynym dającym się udowodnić wiarygodnym źródłem na przestrzeni historii była wiara religijna. Jeszcze w czasie, kiedy Bahá'u'lláh zapoczątkował Swoją misję, autorytet religijny ciągle w znacznym stopniu wywierał społeczny wpływ. Kiedy świat chrześcijański poruszony został do przełamania mileniów niekwestionowanego przekonania o słuszności swego postępowania i odniesienia się wreszcie do zła, jakim było niewolnictwo, wcześni brytyjscy reformatorzy starali się apelować właśnie do ideałów biblijnych. Później, określając swoje stanowisko w przemowie, którą wygłosił w związku z kluczową rolą, którą odgrywał ten problem w wielkim konflikcie w Ameryce, prezydent Stanów Zjednoczonych ostrzegał, że jeśli „za każdą kroplę krwi wytoczoną uderzeniem bata przyjdzie zapłacić inną przelaną mieczem, jak zostało powiedziane trzy tysiące lat temu, ciągle należy mówić, że ’wyroki Pana są całkowicie słuszne i sprawiedliwe.’” 48 Tamta era jednak szybko zbliżała się do końca. Pośród wstrząsów, które nastąpiły po drugiej wojnie światowej, nawet tak wpływowa postać, jak Mohandas Karamchand Gandhi okazał się niezdolny do zmobilizowania duchowej siły hinduizmu dla wsparcia swoich wysiłków na rzecz położenia kresu przemocy wynikłej z różnic religijnych na Subkontynencie Indyjskim. Przywódcy wspólnoty islamskiej również nie byli pod tym względem bardziej skuteczni. Jak przewidział Qur’án w metaforycznej wizji „Tego Dnia My zwiniemy niebo tak, jak się zwija zwoje ksiąg” 49, niepodważalny kiedyś autorytet tradycyjnych religii przestał kierować stosunkami społecznymi ludzkości.

To w tym kontekście człowiek zaczyna doceniać dobór obrazowania dokonany przez Bahá'u'lláha dla przekazania woli Boga dla nowego czasu: „Nie myślcie, że Objawiliśmy wam zwykły kodeks praw. Nie, powiem raczej, że Odpieczętowaliśmy wyborne Wino palcami mocy i władzy.”50 Dzięki Jego objawieniu zasadom, koniecznym dla wspólnego dorastania ludzkiej rasy nadana została moc zdolna do korzeni przeniknąć ludzką motywację i zmienić ludzkie zachowanie. Dla tych, którzy Go uznali, równość mężczyzn i kobiet nie jest postulatem socjologicznym, lecz objawioną prawdą o naturze człowieka z implikacjami dla każdego aspektu stosunków międzyludzkich. Dotyczy to również Jego nauk o zasadzie równości rasowej. Powszechna oświata, wolność myśli, ochrona praw człowieka, uznanie niezmiernych zasobów ziemi za bogactwo powierzone całej ludzkości, odpowiedzialność społeczeństwa za dobrobyt jego obywateli, promowanie badań naukowych, nawet tak praktyczna zasada, jak międzynarodowy język pomocniczy, który przyspieszy integrację narodów ziemi – dla wszystkich, którzy odpowiedzą na objawienie Bahá'u'lláha, te i podobne nauki przekazują ten sam nieodparty autorytet, który w świętych pismach zakazał bałwochwalstwa, złodziejstwa i dawania fałszywego świadectwa. Wprawdzie oznaki niektórych z tych myśli są dostrzegalne we wcześniejszych pismach świętych, ich sformułowanie i ułożenie w nakazy z konieczności musiały czekać, aż heterogeniczne populacje naszej planety będą w stanie razem wyruszyć na odkrycie swej natury jako jednej ludzkiej rasy. Dzięki duchowemu pełnomocnictwu ukazanemu w objawieniu Bahá'u'lláha możemy docenić Boskie normy, nie jako wyobcowane zasady i prawa, lecz jako elementy jednej, wszechogarniającej wizji przyszłości ludzkości, o rewolucyjnym zamyśle, otwierającej oszałamiające możliwości.

Nieodłączne od tych nauk są zasady, które odnoszą się do zarządzania wspólnymi sprawami ludzkości. Obszernie cytowany fragment Tablicy Bahá'u'lláha do królowej Wiktorii wyraża dobitną pochwałę zasady demokratycznego i konstytucyjnego rządu, lecz jest także napomnieniem dotyczącym kontekstu odpowiedzialności globalnej, w którym ta zasada musi funkcjonować, jeśli ma urzeczywistnić swój cel w tym czasie: ”O wy, wybrani przedstawiciele ludu w każdym kraju! Naradzajcie się wspólnie i niech waszą troską będzie jedynie to, co jest korzyścią dla ludzkości i polepsza jej kondycję, jeśli jesteście tymi, którzy uważnie patrzą. Traktujcie świat jak ludzkie ciało, które, chociaż było zdrowe i doskonałe w chwili stworzenia, zostało dotknięte, z różnych powodów, ciężkimi zaburzeniami i chorobami. Nie miało jednego dnia ulgi, mało tego, jego choroba stawała się coraz cięższa i leczyli je niewykształceni lekarze, którzy w pełni popuścili wodzów swoich osobistych pragnień i którzy poważnie się mylili. A jeśli niekiedy, dzięki opiece utalentowanego lekarza, członek tego ciała został uzdrowiony, reszta była równie dotknięta jak poprzednio.” 51 W innych fragmentach Bahá'u'lláh wymienia niektóre z praktycznych implikacji wezwania. Nawołuje rządy świata do powołania międzynarodowego organu doradczego jako podstawy, według słów Strażnika, „światowego systemu federalnego” 52 upoważnionego do zabezpieczenia autonomii i bezpieczeństwa terytoriów swoich państw członkowskich, do rozwiązywania sporów narodowych i regionalnych oraz koordynacji programów rozwoju globalnego dla dobra całej ludzkiej rasy. Co istotne, kiedy system ten zostanie ustanowiony, Bahá'u'lláh przyznaje mu prawo tłumienia siłą aktów agresji jednego państwa przeciw drugiemu. Zwracając się do władców Swojego czasu, potwierdza On wyraźny autorytet moralny takiego działania: „Gdyby ktokolwiek z was użył broni przeciw drugiemu, powstańcie wszyscy przeciw niemu, ponieważ nie jest to nic innego, niż oczywista sprawiedliwość.”53

*

Siłą, przy pomocy której cele te będą stopniowo urzeczywistniane, jest siła jedności. Chociaż dla bahaitów jest to najbardziej oczywista z prawd, jej implikacje dla obecnego kryzysu wydają się umykać uwadze większości współczesnych dyskusji. Tylko nieliczni nie zgodzą się z tym, że powszechnym schorzeniem wyczerpującym siły żywotne ludzkości jest brak jedności. Jego objawy paraliżują wszędzie wolę polityczną, osłabiają zbiorową chęć zmian i zatruwają stosunki narodowe i religijne. Jakże więc dziwne, że o ile w ogóle jedność jest uważana za cel, jej osiągnięcie odsuwa się w odległą przyszłość, kiedy już zostaną rozwiązane, w taki, czy inny sposób, niezliczone zaburzenia życia społecznego, politycznego, ekonomicznego i moralnego. A jednak te ostatnie są zasadniczo objawami i ubocznymi skutkami problemu, a nie jego główną przyczyną. Jak to się stało, że tak fundamentalne odwrócenie priorytetów rzeczywistości zostało szeroko przyjęte? Przypuszczalnie dlatego, że osiągniecie prawdziwej jedności umysłów i serc wśród ludzi, których doświadczenia głęboko się różnią, uważa się za całkowicie przekraczające zdolności istniejących w społeczeństwie instytucji. Wprawdzie ta cicha zgoda jest mile widzianym postępem w postrzeganiu procesu ewolucji społecznej w porównaniu z tym, które istniało kilka dziesiątków lat wcześniej, stanowi ona jednak ograniczone praktyczne wsparcie dla reakcji na to wyzwanie.

Jedność jest kondycją ludzkiego ducha. Oświata może ją wesprzeć i umocnić, podobnie, jak prawodawstwo, lecz dopiero wtedy, kiedy pojawi się ona i ustanowi jako nagląca siła w życiu społecznym. Wykształcone elity światowe, których propozycje rozwiązań kształtowane są głównie wypaczonym przez materializm błędnym pojęciem rzeczywistości, uparcie trwają w nadziei, że obdarzona wyobraźnią inżynieria społeczna, wspierana politycznym kompromisem, może w nieskończoność odsuwać potencjalne katastrofy, które, czemu niewielu zaprzecza, zagrażają przyszłości ludzkości. Bahá'u'lláh stwierdza: „Z łatwością dostrzegamy, jak całą ludzkość ogarnęło niezliczone pasmo wielkich cierpień (...) Ci, którym uderzyła do głowy buta, wcisnęli się między nią a Boskiego, nieomylnego Lekarza. Patrz, jak wszystkich ludzi, łącznie z sobą, wplątali w sieć własnych wybiegów. Nie są oni w stanie ani wykryć przyczyny choroby, ani nie mają pojęcia o właściwym lekarstwie.”54 Jedność jest remedium na cierpienia świata, zaś jedynym pewnym źródłem jest przywrócenie wpływu religii na ludzkie sprawy. Bahá'u'lláh oświadcza, że prawa i zasady objawione przez Boga w tym dniu „są najpotężniejszymi instrumentami i najpewniejszymi ze wszystkich środków rozniecenia światła jedności wśród ludzi.” 55 „Zmiany i losy świata nigdy nie są w stanie osłabić mocy niczego, co jest wzniesione na jej fundamencie, ani obrót niezliczonych stuleci nie naruszy jej struktury.” 56

Głównym celem misji Bahá'u'lláha było więc stworzenie globalnej wspólnoty, która odzwierciedlałaby jedność ludzkości. Ostatecznym świadectwem, które wspólnota bahaicka może przedstawić na uzasadnienia Jego misji jest przykład jedności, którą stworzyły Jego nauki. Sprawa bahaicka wchodząca w dwudziesty pierwszy wiek jest zjawiskiem niepodobnym do niczego, co świat widział do tej pory. Po dziesięcioleciach starań, w których fale wzrostu następowały po długich okresach konsolidacji, często ocienianych niepowodzeniami, wspólnota bahaicka składa się dzisiaj z wielu milionów ludzi reprezentujących dosłownie każde etniczne, kulturowe, społeczne i religijne pochodzenie na ziemi i zarządza swoimi wspólnymi sprawami bez udziału duchowieństwa, przez demokratycznie wybrane instytucje. Ukorzeniła się w tysiącach miejscowości, w każdym kraju, na każdym terytorium i na większych archipelagach wysp, od Arktyki po Ziemię Ognistą, od Afryki po Pacyfik. Nikt, kto zna fakty nie może zaprzeczyć twierdzeniu, że wspólnota ta już może stanowić najbardziej różnorodne i geograficznie najbardziej rozprzestrzenione ciało wśród podobnie zorganizowanych grup ludzi na naszej planecie.

Takie osiągnięcie wymaga rozumienia. Konwencjonalne wyjaśnienia – dostęp do bogactwa, patronat potężnych interesów politycznych, wezwania okultystycznych lub agresywnych programów prozelityzmu, które wpajają strach przed gniewem Bożym –nie odegrały żadnej roli w sukcesie bahaitów. Wyznawcy wiary osiągnęli poczucie tożsamości jako członkowie jednej ludzkiej rasy, tożsamości, która kształtuje cel ich życia i która nie jest, oczywiście, wyrazem żadnej wewnętrznej moralnej wyższości z ich strony: „O ludu Bahá! To, że nie ma nikogo, kto byłby dla was rywalem, jest znakiem łaski.” 57 Sprawiedliwie myślący obserwator jest zmuszony zastanowić się przynajmniej nad możliwością, że zjawisko może reprezentować działanie wpływów zupełnie innej natury niż te znane – wpływów, które mogłyby zostać trafnie opisane jedynie jako duchowe – zdolne wywoływać nadzwyczajne akty poświęcenia i rozumienia u zwykłych ludzi każdego pochodzenia.

Szczególnie uderzający jest fakt, że Sprawa bahaicka była w stanie utrzymać osiągniętą w ten sposób niezłomną i nienaruszoną jedność, poprzez najbardziej wrażliwe wczesne etapy swojego istnienia. Daremnie by szukać w historii innego związku ludzi– politycznego, religijnego czy społecznego – który zwycięsko przetrwał odwieczne plagi schizmy i wichrzenia. W całej swojej różnorodności, wspólnota bahaicka, jest jednym ludzkim ciałem, jednością w rozumieniu intencji Boskiego objawienia, które je zrodziło, jednością w swoim oddaniu Porządkowi Administracyjnemu, który stworzył jej Autor, aby zarządzał jej wspólnymi sprawami, jednością w swym zobowiązaniu wobec zadania rozpowszechniania Jego przesłania na całej naszej planecie. W trakcie dziesięcioleci jej powstawania kilka osób, niektóre z nich wysoko postawione a wszystkie kierowane ambicją, robiło, co mogło, aby zdobyć oddzielnych wyznawców lojalnych wobec siebie lub ich własnych osobistych interpretacji pism Bahá'u'lláha. Na wcześniejszych etapach ewolucji religii, podobne próby skutecznie podzieliły nowonarodzone religie na rywalizujące ze sobą sekty. W przypadku Sprawy Bahaickiej jednak, intrygi te ani razu nie miały innych następstw poza przejściowymi porywami kontrowersji, których ostatecznym skutkiem było pogłębienie rozumienia wspólnoty celu jej Założyciela i swojego zobowiązania się wobec niego. Bahá'u'lláh zapewnia tych, którzy Go uznają: „To światło jedności jest tak potężne, że może oświetlić całą ziemię.” 58 Ponieważ natura ludzka jest niedoskonała, można łatwo zgodzić się z przewidywaniem Strażnika, że ten oczyszczający proces – paradoksalnie, lecz koniecznie - będzie długo stanowił integralną cechę dojrzewania wspólnoty bahaickiej.

*

Następstwem porzucenia wiary w Boga był paraliż zdolności do skutecznego odniesienia się do problemu zła, a w wielu przypadkach nawet do uznania go. Wprawdzie przeciwnie niż we wcześniejszych okresach historii religii bahaici nie przypisują temu zjawisku obiektywnego istnienia, jednak negacja dobra, którą reprezentuje zło, podobnie, jak ciemnota, ignorancja lub choroba, jest ciężko upośledzającą w swoich skutkach. Niewiele sezonów wydawniczych mija nie proponując wykształconemu czytelnikowi szeregu nowych, przedstawionych z wyobraźnią analiz charakteru którejś z potwornych postaci, które w dwudziestym wieku systematycznie torturowały, poniżały i eksterminowały miliony bliźnich. Naukowe autorytety zapraszają do zastanowienia się nad wagą, jaką należy nadać różnym sprawom, jak nadużycie praw rodzicielskich, odrzucenie społeczne, zawodowe frustracje, ubóstwo, niesprawiedliwość, doświadczenia wojenne, możliwość uszkodzeń genetycznych, literatura nihilistyczna – lub różne połączenia tych zjawisk – starając się zrozumieć obsesje dające pożywkę oczywistej bezdennej nienawiści wobec ludzkości. W tych współcześnie publikowanych rozważaniach tego typu uderza brak rozpoznania dolegliwości, którą, niezależnie od towarzyszących jej objawów, doświadczeni komentatorzy jeszcze sto lat temu rozpoznaliby jako chorobę duszy.

Jeśli jedność rzeczywiście jest miernikiem ludzkiego postępu, ani historia ani Niebiosa nie wybaczą łatwo tym, którzy rozmyślnie postanowili jej się sprzeciwić. Zaufanie do innych wyraża się odsłonięciem się i otwarciem na nich. Bez tego nie można całkowicie zobowiązać się wobec wspólnych celów. Nic nie jest tak niszczycielskie, jak nagłe odkrycie, że dla drugiej strony zobowiązania poczynione w dobrej wierze nie stanowią nic innego niż zdobytą przewagę, środek do osiągnięcia ukrytych celów, innych niż, lub nawet szkodliwych dla tego, co razem pozornie przedsięwzięto. Taka zdrada jest trwałym wątkiem w historii ludzkości, który znalazł swój najwcześniej zapisany wyraz w starej opowieści o zazdrości Kaina o brata, którego wiarę Bóg postanowił potwierdzić. Jeśli przerażające cierpienia, których doświadczyły narody świata w dwudziestym wieku pozostawiły jakąś naukę, polega ona na tym, że systemowy brak jedności odziedziczony po ciemnej przeszłości i toksyczne stosunki w każdej sferze życia, mogły otworzyć drzwi w tym czasie dla demonicznych zachowań bardziej bestialskich niż umysł uznał za możliwe.

Jeśli zło ma nazwę, jest to na pewno rozmyślne pogwałcenie ciężko zdobytych traktatów pokoju i pojednania, przy pomocy których ludzie dobrej woli starają się uciec od przeszłości i razem zbudować nową przyszłość. Z samej swojej natury jedność wymaga samopoświęcenia. Mistrz oznajmił: „. . . miłość do samego siebie jest spojona z gliną, z której powstał człowiek.” 59 Ego, nazwane przez Niego „natarczywym ja” 60, instynktownie opiera się ograniczeniom narzuconym temu, co rozumie jako swoją wolność. Aby dobrowolnie wyrzec się zadowolenia, płynącego z folgowania swoim instynktom, człowiek musi uwierzyć, że spełnienie znajduje się gdzie indziej. Polega ono ostatecznie, jak zawsze, na poddaniu duszy Bogu.

Niemożność sprostania temu wyzwaniu objawiała się ze szczególnie niszczycielskimi konsekwencjami poprzez stulecia w zdradzie wobec Posłańców Bożych i ideałów, których nauczali. Niniejsza dyskusja nie jest miejscem na dokonywanie przeglądu natury postanowień określonego Przymierza, przy pomocy którego Bahá'u'lláh skutecznie zachował jedność tych, którzy Go uznają i służą Jego celowi. Wystarczy zwrócić uwagę na siłę słów, które zarezerwował dla rozmyślnego pogwałcenia tego celu przez tych, którzy jednocześnie udają wierność wobec niego: „Ci, którzy odwrócili się od niego, w oczach twego Pana, Wszechmocnego, Nieograniczonego, są zaliczeni do przebywających w ogniu piekielnym.” 61 Powód surowości tego potępienia jest oczywisty. Niewielu ludzi ma trudności rozpoznania niebezpieczeństwa dla społecznego dobrobytu ze strony tak znanych przestępstw jak morderstwo, gwałt czy oszustwo, czy rozpoznania potrzeby podjęcia przez społeczeństwo skutecznych środków samoobrony. Lecz co bahaici mają myśleć o perwersji, która, jeśli nie zostanie powstrzymana, zniszczy właśnie ten środek tak istotny dla stworzenia jedności, która, według bezkompromisowych słów Mistrza „stałaby się jak topór uderzający w sam korzeń Błogosławionego Drzewa”? 62 Nie jest to kwestia intelektualnej różnicy zdań czy nawet słabości moralnej. Wielu ludzi niechętnie przyjmuje autorytet takiego czy innego rodzaju i w końcu dystansują się od okoliczności, które go wymagają. Osoby, które wiara Bahá'í przyciągnęła, które jednak, z jakiegokolwiek powodu, decydują się od niej odejść, mają pełną swobodę, aby to zrobić.

Łamanie przymierza jest zjawiskiem o zasadniczo innej naturze. Impuls, który ono budzi w tych, którzy są pod jego wpływem, to nie po prostu swobodne podążanie jakąkolwiek drogą, o której wierzą, że wiedzie do osobistego spełnienia czy przysłużenia się społeczeństwu. Osoby łamiące przymierze raczej powodowane są przez wyraźnie nieposkromioną determinację narzucenia wspólnocie swojej osobistej woli wszelkimi dostępnymi im środkami bez względu na wyrządzone szkody i nie szanując poważnych przedsięwzięć, w które się zaangażowali, kiedy zostali przyjęci jako członkowie tej wspólnoty. Ostatecznie ego staje się autorytetem mającym pierwszeństwo, nie tylko we własnym życiu człowieka, lecz i w życiu wszystkich innych ludzi, na których uda mu się wywrzeć wpływ. Na ile tragiczne doświadczenie wykazało aż nazbyt oczywiście, dary takie, jak wybitne pochodzenie, intelekt, wykształcenie, pobożność czy społeczne przywództwo na równi mogą zostać zaprzężone do służby ludzkości jak i osobistych ambicji. W minionych czasach, kiedy priorytety duchowe różnej natury stanowiły centrum Boskiego celu, konsekwencje takiej rebelii nie wypaczały głównego przesłania żadnego z kolejnych objawień Boga. Dzisiaj, wraz z ogromnymi możliwościami i potwornymi niebezpieczeństwami, które przyniosło ze sobą fizyczne zjednoczenie planety, zobowiązanie wobec jedności staje się kamieniem probierczym wszystkich wyznań oddania się woli Boga lub, jeśli o to chodzi, dobrobytowi ludzkości.

*

Wszystko w historii Sprawy Bahaickiej przygotowało ją do zmierzenia się ze stojącym przed nią wyzwaniem. Nawet na tym stosunkowo wczesnym etapie jej rozwoju – i przy stosunkowo ograniczonych obecnie zasobach – przedsięwzięcie bahaitów całkowicie zasługuje na szacunek, który zdobywa. Osoba postronna nie musi przyjmować twierdzenia o jej Boskim pochodzeniu, aby docenić jej dokonania. Przyjęte po prostu jako światowe zjawiska, natura i osiągnięcia wspólnoty bahaickiej są uzasadnieniem uwagi poświęcanej jej przez każdego, kto jest poważnie zatroskany kryzysem cywilizacji, ponieważ istnieją dowody, że narody świata, w całej swojej różnorodności, mogą nauczyć się żyć i pracować i znaleźć spełnienie jako jedna rasa, w jednej globalnej ojczyźnie.

Ten fakt jeszcze dobitniej podkreśla pilną potrzebę kolejnych Planów rozpowszechniania i umacniania wiary opracowanych przez Powszechny Dom Sprawiedliwości. Reszta ludzkości ma pełne prawo oczekiwać, że grupa ludzi prawdziwie oddanych wizji jedności zawartej w pismach Bahá'u'lláha będzie coraz energiczniej przyczyniać się do wprowadzania w życie programów postępu społecznego, których powodzenie zależy właśnie od siły jedności. Odpowiedź na te oczekiwania będzie wymagać od wspólnoty bahaickiej coraz szybszego rozwoju, znacznego powiększenia ludzkich i materialnych zasobów zainwestowanych w jej pracę i dalszej dywersyfikacji zakresu talentów, które ją wyposażają, aby była pomocnym partnerem dla organizacji o podobnych założeniach. Równolegle do celów społecznych tych prac musi działać zrozumienie dla pragnienia milionów równie szczerych ludzi, nie znających jeszcze misji Bahá'u'lláha, lecz natchnionych jej wieloma ideałami, aby znaleźć możliwość życia w służbie o trwałym znaczeniu.

Utrwalająca się we wspólnocie bahaickiej kultura systematycznego rozwoju wydawałaby się zatem zdecydowanie najlepszą z odpowiedzi na wyzwanie będące przedmiotem dyskusji na tych stronach. Doświadczenie intensywnego i stałego zanurzenia się w Twórczym Słowie stopniowo uwalnia człowieka od presji materialistycznych założeń – określanych przez Bahá'u'lláha jako „aluzje do uosobienia · szatańskich upodobań” 63 - które przenikają społeczeństwo i paraliżują bodźce do zmian. Rozwija ono w człowieku zdolność do wspomagania przyjaciół i znajomych w ich pragnieniu jedności i poszukiwaniu inteligentnej i dojrzałej ekspresji dla tej potrzeby. Natura głównych działań bieżącego Planu – zajęcia dla dzieci, spotkania modlitewne i kółka studiujących – pozwala coraz liczniejszym osobom, które nie uważają się jeszcze za bahaitów, na swobodne uczestnictwo w tym procesie. W rezultacie tworzy się „wspólnota interesów”, jak to trafnie nazwano. Doświadczenie wykazuje, że w miarę, jak osoby te odnoszą korzyści z uczestnictwa w tych działaniach i identyfikują się z celami, do których dąży Sprawa, są również skłonni zobowiązać się w pełni wobec Bahá'u'lláha jako aktywni pośrednicy Jego celu. Niezależnie od wypełniania poszczególnych etapów Planu, pełne poświęcenia włączenie się w te prace daje możliwość niezmiernego zwiększenia wkładu wspólnoty bahaickiej do publicznej dyskusji na temat, który stał się największym wyzwaniem, przed którym stoi ludzkość.

Jednakże, jeśli bahaici mają wypełnić mandat Bahá'u'lláha, muszą uznać, że równoległe wysiłki promujące poprawę społeczeństwa i nauczanie wiary Bahá'í nie są działaniami wobec siebie konkurencyjnymi. Są one raczej uzupełniającymi się cechami jednego spójnego programu globalnego. Różnice w podejściu zdeterminowane są głównie zróżnicowanymi potrzebami i etapami poszukiwania, z którymi przyjaciołom przychodzi się uporać. Ponieważ wolna wola jest wrodzonym przymiotem duszy, każdy, kto zajmuje się poznawaniem nauk Bahá'u'lláha, musi znaleźć własne miejsca w niekończącym się continuum poszukiwań duchowych. W ciszy własnego sumienia i bez nacisku, będzie musiał określić odpowiedzialność duchową, którą pociąga za sobą to odkrycie. Jednakże, aby inteligentnie wykorzystać tę autonomię, musi zdobyć zarówno perspektywę procesu zmian, w który on, podobnie, jak i reszta mieszkańców ziemi, został uwikłany, a także dojść do jasnego rozumienia implikacji dla własnego życia. Zobowiązaniem wspólnoty bahaickiej jest zrobić wszystko, co w jej mocy, aby pomóc wszystkim stadiom powszechnego pochodu ludzkości ku zjednoczeniu z Bogiem. Boski Plan przekazany przez Mistrza jest środkiem do wykonania tej pracy.

Bez względu na to jak niewątpliwie ważny jest ideał jedności religii, zadanie dzielenia się przesłaniem Bahá'u'lláha w sposób oczywisty nie jest projektem międzyreligijnym. Kiedy umysł szuka intelektualnej pewności, dusza pragnie tę pewność osiągnąć. Takie wewnętrzne przekonanie jest ostatecznym celem wszelkiego duchowego poszukiwania, bez względu na to, jak szybki czy stopniowy może być ten proces. Dla duszy doświadczenie przemiany nie jest obcą czy przypadkową cechą badania prawdy religijnej, lecz sprawą decydującą, do której ostatecznie musi się odnieść. Nie ma niejasności co do słów Bahá'u'lláha na ten temat i nie może jej być w umysłach tych, którzy starają się Mu służyć: „Zaprawdę, powiadam, oto jest Dzień, w którym ludzkość może oglądać Twarz i słyszeć Głos Obiecanego. Podniosło się wołanie Boga, a światło Jego oblicza wzeszło nad ludźmi. Każdemu człowiekowi godzi się zetrzeć z tablicy serca ślad wszelkiego próżnego słowa, a spojrzenie otwartego i bezstronnego umysłu utkwić w znakach Jego Objawienia, dowodach Jego Misji i znakach Jego chwały.” 64

*

Jedną z wyróżniających cech współczesności jest powszechne przebudzenie świadomości historycznej. Wynikiem tej rewolucyjnej zmiany widzianym w perspektywie znacznie wzmacniającej nauki przesłania Bahá'u'lláha, jest umożliwienie ludziom poznania, że całość świętych tekstów ludzkości umiejscawia sam dramat zbawienia bezpośrednio w kontekście historycznym. Jak to wyjawiają pisma, pod powierzchnią języka symbolu i metafory, religia działa nie arbitralnym dyktatem magii, lecz jako proces spełnienia rozwijający się w fizycznym świecie stworzonym w tym celu przez Boga.

Pod tym względem teksty przemawiają jednym głosem: celem religii jest osiągniecie wieku „zbiorów” 65, „jednej owczarni i jednego pasterza” 66; nadejścia wspaniałego wieku, kiedy „Ziemia zalśni chwałą swego Pana” 67, a wola Boża będzie się działa ”jako w niebie, tak i na ziemi” 68; „Dzień obiecany” 69, kiedy „święte miasto”70 zstąpi „z nieba, od ... Boga” 71, kiedy „góra domu Pana będzie ustanowiona na szczycie gór i wyniesiona ponad wzgórza; i popłyną ku niej wszystkie narody” 72, kiedy Bóg zażąda wiedzieć, „do czego zmierzacie, że druzgoczecie mój lud i miażdżycie twarze uciśnionych”73; Dzień, w którym pisma, które były „zapieczętowane aż do czasu końca” 74 zostaną otwarte i jedność z Bogiem znajdzie wyraz w „nowym imieniu, które wyznaczą usta Pana” 75; czas zupełnie wykraczający poza wszystko, czego doświadczyła ludzkość, co umysł pojął, czy język do tej pory ujął: „I tak, jak zaczęliśmy pierwsze Stworzenie, My je powtórzymy – według Naszej obietnicy. Zaprawdę, My tego dokonujemy!” 76

Zadeklarowanym celem historycznego ciągu proroczych objawień było więc nie tylko prowadzenie indywidualnych poszukujących drogą osobistego zbawienia, lecz przygotowanie całej ludzkiej rodziny na znajdujące się przed nią największe Wydarzenie eschatologiczne, dzięki któremu życie świata jako takiego zostanie całkowicie przemienione. Objawienie Bahá'u'lláha nie jest ani przygotowaniem ani proroctwem. Ono jest tym Wydarzeniem. Mocą jego oddziaływania zostało uruchomione olbrzymie przedsięwzięcie kładzenia fundamentów pod Królestwo Boże, a mieszkańcy ziemi zostali obdarzeni mocą i zdolnościami odpowiednimi do tego, aby to zadanie wypełnić. Królestwo to jest cywilizacją globalną ukształtowaną przez zasady społecznej sprawiedliwości i wzbogaconą osiągnięciami ludzkiego umysłu i ducha, wykraczającymi poza wszystko, co obecny czas może wymyślić. Bahá'u'lláh oświadcza „Oto jest Dzień, w którym spłynęły na ludzi najznakomitsze względy Boga, Dzień, w którym najpotężniejsza łaska napełniła wszystkie stworzone rzeczy. (...) Wnet dzisiejszy porządek zostanie zwinięty i na jego miejsce rozpostarty będzie nowy.” 77

Służba temu celowi wzywa do zrozumienia podstawowej różnicy między misją Bahá'u'lláha a politycznymi i ideologicznymi projektami wymyślonymi przez ludzi. Moralna próżnia, która zrodziła potworności dwudziestego wieku, ujawniła ostateczne granice zdolności zdanego na siebie umysłu do wymyślania i konstruowania idealnego społeczeństwa, bez względu na to, jak wielkie zasoby materialne wprzęgnięto by w ten wysiłek. Związane z tym cierpienia wyryły niezatartą lekcję w sumieniach ludów ziemi. Perspektywa, jaką dla przyszłości ludzi oferuje religia na temat przyszłości ludzkości nie ma, zatem nic wspólnego z systemami przeszłości – i stosunkowo niewiele związku z systemami współczesnymi. Odwołuje się ona do rzeczywistości w kodzie genetycznym racjonalnej duszy, jeśli tak to można określić. Jezus nauczał nas przed dwoma tysiącami lat, że Królestwo Niebieskie jest „wewnątrz” 78. Jego organiczne analogie „winnicy” 79, „ziarna [rzuconego] na dobry grunt” 80, „dobrego drzewa wydającego dobry owoc” 81 mówią o możliwości ludzkiej rasy, która była wychowywana i kształcona przez Boga od początku czasu jako zamysł i wiodący kierunek procesu twórczego. Ciągła praca cierpliwego kultywowania Jego misji jest zadaniem, które Bahá'u'lláh powierzył tym, którzy Go rozpoznają i przyjmują Jego Sprawę. Nie należy więc dziwić się podniosłym słowom, którymi mówi o tak wielkim przywileju: „Jesteście gwiazdami na niebie zrozumienia, świeżym powiewem podnoszącym się o świcie, spokojnie płynącą wodą, od których zależeć musi życie wszystkich ludzi. . . .” 82

Ten proces zawiera w sobie zapewnienie swego spełnienia. Dla tych, którzy mają oczy do patrzenia, nowe stworzenie pojawia się dzisiaj wszędzie, tak, jak kiełek z czasem staje się drzewem, które wydaje owoce lub jak dziecko osiąga dorosłość. Kolejne objawienia kochającego i dążącego do celu Stwórcy doprowadziły mieszkańców ziemi na próg ich wspólnego dojrzewania jako jednego narodu. Bahá'u'lláh wzywa teraz ludzkość, aby weszła w posiadanie swojego dziedzictwa: „To, co Pan zarządził jako niezastąpione remedium i najpotężniejszy środek leczniczy dla całego świata, to zjednoczenie wszystkich jego narodów w jednej powszechnej Sprawie, jednej wspólnej wierze.” ·83

1 Bahá'u'lláh powołuje się na dawną perską i arabską historię o Majnún i Laylí, Seven Valleys and

The Four Valleys (Wilmette: Baha’í Publishing Trust, 1991), str. 6

2 Gleanings from the Writings of Bahá'u'lláh (Wilmette: Bahá’i Publishing Trust, 1983, część LXI.

3 Tamże, część XVI.

4 Tablets of Bahá'u'lláh revealed after the Kitáb-i-Aqdas (Wilmette: Bahá’I Publishing Trust, 1988),

str. 27
5 Gleanings, część XVII.

6 Bahá'u'lláh, Epistle to the Son of a Wolf (Wilmette: Bahá’I Publishing Trust, 1988), str. 27.

7 Bahá'u'lláh, Kitáb-i-Íqán (Wilmette: Bahá’I Publishing Trust, 1993) paragraph 216.

8 Tamże.
9 Tamże, paragraf 104.
10 Tamże, paragraf 106.
11 Gleanings, część XXII.

12 Prayers and Meditations by Bahá'u'lláh (Wilmette: Bahá’i Publishing Trust, 1987), str. 311.

13 Gleanings, część XXVII.
14 Tamże, część CIX.
15 Tamże, część LXXXi.

16 Julian Huxley, cytowany przez Pierre Teilhard de Chardin, The Phenomenon of Man (London: William Collins Sons&Co. Ltd., 1959) str. 243. Patrz również Julian Huxley, Knowledge, Morality and Destiny (New York: Harper & Brothers, 1957), str. 13.

17 Shoghi Effendi, The World Order of Bahá'u'lláh: Selected Letters (Wilmette: Baha’I Publishing Trust, 1993) paragraph 182.

18 Gleanings, część LXXVIII.
19 Tamże, część CXXXII.

20 Bahá'u'lláh, Kitáb-i-Aqdas: The Most Holy Book (Wilmette: Bahá’I Publishing Trust, 1993), str. 35.

21 Bahá'u'lláh, The Kitáb-i-Íqán, paragraf 182.
22 Tamże, paragraf 8.
23 Tamże, paragraf 13.
24 Tamże, paragraf 14.

25 Św. Mateusz 13.25, autoryzowana wersja króla Jamesa.

26 Tamże, 13.29-30.

27 Qur’án, sura 7, werset 33, tłumaczenie Abdullaha Yusufa Alego, wydanie trzecie, (1938).

28 Bahá'u'lláh, Kitáb-i-Aqdas, paragraph 99.

29 The Summons of the Lord of Hosts: Tablets of Bahá'u'lláh (Hajfa: Bahá’i World Centre, 2002), paragraph 126.

30 Bahá'u'lláh, cytowany przez Shoghi Effendiego w The Advent of Divine Justice (Wilmette: Bahá’i Publishing Trust, 1990), str. 79.

31 Izajasz 45.5.
32 Tymoteusz 1.17.
33 Qur’án, sura 3, werset 73.
34 Tamże, sura 2, werset 177.
35 Św. Mateusz 5.13.
36 Tamże, 5.14.
37 Micah 6.8.
38 Św. Jan 14.6.
39 Qur’án, sura 24, werset 35.
40 Genesis 17.7.

41 Bhagawadgita czyli Pieśń Pana, rozdz. IV;7-8. Tłumaczenie: Joanna Sachse, wyd. Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław, 1988.

42 Deuteronomia, piąta księga Mojżeszowa 34.10.
43 Św. Jan 5.45-47.
44 Qur’án, sura 2, werset 136.

45 The Promulgation of Universal Peace: Talks Delivered by ‘Abdu’l-Bahá during His Visit to the United States and Canada in 1912, edycja przejrzana (Wilmette: Baha’Ii Publishing Trust, 1995), str. 326. a

46 Św. Jan 1.10.
47 Gleanings, część CVI.

48 Abraham Lincoln cytowany w Inaugural Addresses of the Presidents of the United States (Washington, D.C.: US Government Printing Office, 1989).

49 Qur’án, sura 21, werset 104.
50 Bahá'u'lláh, The Kitáb-i-Aqdas, paragraf 5.

51 The Summons of the Lord of Hosts, paragraf 174.

52 Shoghi Effendi, The World Order of Bahá'u'lláh, str. 204.

53 Bahá'u'lláh cytowany przez Shoghi Effendi’ego w The World Order of Bahá'u'lláh, str. 192.

54 Gleanings, część CVI.
55 Tablets of Bahá'u'lláh , str. 129.

56 Bahá'u'lláh cytowany przez Shoghi Effendi’ego w The World Order of Bahá'u'lláh, str. 202-203.

57 Bahá'u'lláh cytowany przez Shoghi Effendi’ego w The Advent of Divine Justice, str. 84.

58 Gleanings, część CXXXII.

59 `Abdu’l-Bahá, The Secret of Divine Civilisation (Wilmette: Baha’i Publishing Trust, 1990), str. 96.

60 Selections from the Writings of `Abdu’l-Bahá (Haifa: Bahá’i World Centre, 1977), str. 256.c

61 Bahá'u'lláh, z nieprzetłumaczonej wczesniej Tablicy.

62 Will and Testament of `Abdu’l-Bahá (Wilmette: Bahá'í Publishing Trust, 1944), str. 25.

63 Baha’u’llah, The Kitáb-i-Íqán, paragraph 213.
64 Gleanings, część VII.

65 The Summons of the Lord of Hosts, paragraph 126.

66 Św. Jan 10.16.
67 Qur’án, sura 39, werset 69.
68 Św. Mateusz 6.10.
69 Qur’án, sura 85, werset 2.
70 Objawienie 21.2.
71 Tamże, 3.12.
72 Izajasz 2.2.
73 Tamże , 3.15.
74 Daniel 12.9.
75 Izajasz 62.2.
76 Qur’án, sura 21, werset 104.
77 Gleanings, część IV.
78 Św. Łukasz 17.21.
79 Św. Mateusz 21.33.
80 Tamże, 13.23.
81 Tamże, 7.17.
82 Gleanings, część XCVI.
83 83. ibid., część CXX.
---------------

------------------------------------------------------------

---------------

------------------------------------------------------------


Table of Contents: Albanian :Arabic :Belarusian :Bulgarian :Chinese_Simplified :Chinese_Traditional :Danish :Dutch :English :French :German :Hungarian :Íslenska :Italian :Japanese :Korean :Latvian :Norwegian :Persian :Polish :Portuguese :Romanian :Russian :Spanish :Swedish :Turkish :Ukrainian :